Siedze w wygodnym pociagu, w drodze z Edynburga do Londynu - King's Cross. Ludzie zaczytani, powoli popijaja kawe, nigdzie im sie nie spieszy. Jest cos magicznego w pociagach. Piekne widoki. Ding, dong. Dojezdzamy do Darlington. Spokojna, 4-godzinna podroz. Podobno J.K. Rowling wpadla na pomysl Harrego Pottera podczas takiej podrozy. Moze jechala tym samym pociagiem? O Szkocji w kolejnym poscie. Dzis natomiast kilka slow o stolicy Danii - Kopenhadze.
Dotarlam tam samodzielnie, samolotem z poludniowej czesci lotniska Gatwick. Pierwszy raz z tego lotniska i pierwszy raz EasyJetem. W godzinach porannych znalazlam sie w Skandynawii. A Danie wybralam pod impulsem czysto literackim, jako ktos, kto ma szmergla na punkcie literatury. Jedna z moich pierwszych fascynacji literackich byla Joanna Chmielewska, ktora barwnie opisywala swoje przezabawne przygody. A lwia czesc z nich, miala miejsce w Danii - gdzie znajdowal sie dom jej przyjaciolki Alicji. Sladem Alicji dotarlam tam rowniez i ja. A sama Dania?Przypominala nieco Gdansk, choc to on wciaz wiedzie prym i jest piekniejszy. Kopenhaga nie jest wielka, wiec trzy spedzone tam dni wystarczyly by poczuc jej smak i troche sie jej nauczyc. Hotel znajdowal sie w centrum, tuz obok stacji Norreport. Dunczycy byli jako narod niesamowicie otwarci na turystow, zyczliwi i swietni w poslugiwaniu sie angielskim.
Kanal portowy Nyhavn jest jednym z najbardziej interesujacych zakatkow Kopenhagi. Stojące nad kanałem urokliwe, mieniace sie sloncem kamieniczki, zachecaly swoim wygladem. Zaglowki, zielen, jezyk dunski. Czas plynal wolno, a Kopenhaga relaksowala. Dunska stolica to miasto wypoczynkowe, dalekie od torpedy jaka jest Londyn.
.