Angielskie jedzenie. Te dwa słowa zawsze działają na moją wyobraźnię! I nie bez przyczyny, bo opinie na temat tego jedzenia predestynują go do miana arcynudnego i pozbawionego polotu.
Pamiętacie film "Kevin sam w domu"? I scenę, w której tytułowy Kevin, nakłada na twarz płyn po goleniu? I jego reakcję? No właśnie. Na samą myśl o angielskim jedzeniu wielu ludzi ma taką samą. Bo-les-ną.
Czy to tylko wytarte stereotypy czy w każdej plotce znajduje się ziarno prawdy?
Jestem daleka od generalizacji. Wszystko zależy od upodobań ludzi. Nie należy mówic, że w Anglii znajdziemy tylko i wyłącznie śmieciowe jedzenie, bo takie samo, znajdziemy wszędzie. W domu, w którym mieszkam, Anglicy mają spore upodobanie i otwartośc do kulinarnych eksperymentów. Tak też tworzą, razem ze mną, wariacje mięsne, warzywne czy też owocowe. Ostatnie odkrycie to "Chicken paprikash", czyli duszona papryka, kurczak, ogółem mnóstwo warzyw, pomidory z puszki i przyprawy. Z racji, iż półki w sklepach uginają się od kulinarnych pozycji, a Anglia oszalała na punkcie gotowania za sprawą programów kulinarnych (popularnych i w Polsce, np. Ugotowani), Anglicy chętnie kupują książki kulinarne, niekoniecznie pamiętając, by potem do nich zajrzec. Moi współlok, atorzy, chętnie korzystają z różnych książek kulinarnych, zarażając mnie pasją do gotowania, ale nie sądzę, że w Anglii jest to aż tak powszechne. J. Oliver i G. Ramsay to dwaj patelniani bożyszcze, spijający komercyjną śmietankę. Zwłaszcza ten pierwszy, kusi znakomitymi przepisami. Dzisiaj na przykład, wypróbowaliśmy kurczaka duszonego z jabłkami, rozmarynem i innymi dodatkami. Czyż nie brzmi to niczym poemat? Zapach duszonego jabłka wiruje nad sufitem, okręcając dym wokół przekrzywionego żyrandolu. Prażące słońce komponuje się z pałaszującym kuchnię aromatem. Breathe in, breathe out. Typowo angielski ogród, cisza, nie czuję że jestem w Londynie, piękny zapach i gorąco, spływające po policzkach. Tak tutaj gotujemy. Ale w większości, inni Anglicy (nie wszyscy), preferują szybkie dania. Najbardziej bezwartościowe z listy "Rubbish", to makaron z sosem beszamelowym. Nie ma gorszego połączenia niż niepożywne kluski i sos, robiony z mąki, mleka, sera "cheddar" i masła. Zero konstrukcji smaku. Zero wirtuozerii. Co więcej? Frytki kupione w sklepie, które wystarczy wyjąc z zamrażalki i włożyc do piekarnika na 15 minut. Gotowe. Ta daaam! Dorzuc fasolkę z puszki odgrzaną w mikrofali albo kluski "hoops" w sosie pomidorowym i obiad gotowy. Mnóstwo znajomych Anglików upodobało sobie wszelkie kombinacje dań makaronowych. Makaron z łososiem, makaron z tuńczykiem i kukurydzą, makaron z beszamelem, makaron z boczkiem. Błeee. Słyszeliście o innych daniach? A poźniej uczeni analizują, dlaczego w Wielkiej Brytanii znajduje się największa liczba osób otyłych. No czemu? Sama siebie pytam. Ot truizm. Nie jedzcie tyle makaronu! Z wartościowych dań angielskich, które uwielbiam, polecam wszelkiego rodzaju zapiekanki, do których Anglicy mają upodobanie. Zapiekanka rybna, z mięsem wołowym czy innym. Godne polecenia. Jednak obserwacje, jak wiele osób kupuje w sklepach gotowe frytki, które smakują jak 100 letnia tortilla, napoje z lotnym napisem "Bez cukru"... Och tak. Cóż z tego, że bez cukru, gdy pełne kwasu cytrynowego i nienaturalnych dodatków? Nie wiem, jak móżno pic cos takiego z własnej woli. Nie istnieje pojęcie kompotów, a w sklepach nie ma zbyt szerokiej palety soków smakowych. Są smoothie, ale poza tym? Soki pomaranczowe i gazowane. I tak nikt ich nie kupuje, bo królują soki "z koncentratu" o smaku kostki zapachowej, które rozcieńcza się z wodą. Anglicy nie robią surówek, a zamiast tego, chętnie gotują lub wkładają warzywa do piekarnika. Królują brokuły. Ale nie tylko. Gdy większośc jest zbyt leniwa, aby ugotowac, w kolejce przy kasie dostrzec mozna jak wiele ludzi kupuje gotową lazanię lub kurczaka w różnym sosie. W Polsce również dostepne są gotowe produkty, zwłaszcza w większych miastach, ale gotowy ryż odgrzewany w mikrofali w 1 minutę, to jednak przesada. Smakuje jak plastik. Żartujesz? Nie.
Tymczasem idę do kuchnim przyrządzic łososia z syropem klonowym i sosem sojowym. Bon apetit.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz