środa, 22 stycznia 2014

"Romanca"


Theatres can cross boundaries. The question is: how much and what is the role of the audience in a performance?
Many of us would like to see some limits on just how far the theatre goes . What is the purpose of the theatre?
The main purpose is that we would all understand the sentiment that actors express on the stage.
Actors should speak loudly about important things.
It is said that nowadays television and Internet is the most important aspect of our life since a long time. It is a cause of low knowledge about our cultural diversity.
Therefore, it is highly important to go to the theatre. But… is it possible to stage a play which will be a sort of Theatre of the Absurd? Or a play which will be as outstanding as Witold Gombrowicz, Sławomir Mrożek or Stanisław Ignacy Witkiewicz’s plays? We all remember Witkiewicz’s famous plays like The Beelzebub Sonata or The Madman and the Nun.
It was a sunny, January day.  Polish actors achieved a remarkable production on the board of the Polish Theatre: “Romanca”. The cast: Marcel Wiercichowski, Magdalena Walach and Paweł Okraska. All of them are popular and famous. Is it possible – in this case – to be absolutely amateurish? Or to just completely forget the lines? What happen if the actor cannot remind yourself even a word? Some of them could not. They tried listen to what the dubler said but they was absolutely distracted. And what about the audience? What the audience should do? Is it normal to dialogue with actors?

 Four o’clock. The actors appeared on the stage. The curtain goes up. When I saw them I couldn’t take my eyes off the actors. Theatrical gestures, poetic language.  The combination of epithets harmonize with the contextual environment. Sometimes it was a little bit too trivial like from romantic dramas. When one of the characters – Bianka (Magdalena Walach) – had a love, melodramatic dialogue with a man, who was fall in love with her, someone from the audience started dialogue with the actors. One of the characters said: And you will stay with me... but did not finish because of the man from the audience who said: No, you will stay with me! – with a sarcastic tone.

The actors kept their head and didn’t interrupt the theatre play. Again, the difficult MAN tried to have a dialogue with the actors. Moreover, he was commenting everything as loudly as he could. It comes as a bombshell and comments: This man must leave the theatre.
The actors ignored the man and continued their lines. Show must go on.
 When the man cross the boundaries, one of the actors interrupt his monologue saying: If you will behave like that I am not going to take a responsibility for what will happen and what I will do.
These words encouraged the escalation of impressions, from concerns to puzzlement.
The audience’s freezing and observing unexpected twist. Then, the man became even more brave. Nobody could see his face because of the dark. He just stood up and said: Dear actor. Are you an artist? You talk about nothing. And so on.  (…) Some people said: what a scandal. What the actors do and if they interrupt the play?

The actor asked this man if he can leave the theatre. After that, someone shown him the entrance. The actors decided to continue their lines. One of them was distracted by what happened. He tried to play but completely forgot his lines. M. Walach was doing everything to help him but there was no reaction. People started clapping their hands, even thought, the play was more like grotesque than a real play. One women proposed a break. The actors, however, did not give up and continued the play  When everytning was going to have a happy end, someone opened the main doors. It was this terrible man, who said: I’m sorry, but I didn’t get my money back.

It made our blood run cold. Everybody was looking at the man or the actors. What the actors will do? Then, one of them left the stage and tried to catch this terrible man. He wanted to hit him. The man was really quick, so they started running around the stage. People was waiting for the final of: „Catch me if you can”. They were on the stage or in corridors, on the stage and...  Immediately, the actor caught  the man and twisted the knife. People hold their breath: O my goodness! – said (with a huge expression) really old woman. – We should call the police – said her friend. And suddenly people noticed that it was a part of the play which increase adrenaline. Actual topics, references to classical literature, funny dialogues and brilliant actors. People were crying because of laughing and I envy myself that I could see as splendid play as it was.

niedziela, 19 stycznia 2014

Sposób na kobietę

To był kolejny styczniowy poranek. Chłodny i słoneczny zarazem. Mijając wszystkich tych, którzy biegają by przygotować się na maratońskie wyczyny, lub też tych, którzy robią to dla przyjemności, zbliżałam się do stacji, by kupić travel card. Bieganie balansuje pomiędzy kosmicznym wysiłkiem fizycznym, a dzikim natchnieniem. Natchnieniem o przyszłej, smukłej sylwetce, rodem z magazynów Vogue'a. I am lucky. Nie marnuję potencjału dnia, na donkiszoterię. Właściwie wcale nie muszę się w nią bawić, bo odmawianie sobie czekolady, to nigdy nie był mój problem. Mogę ją pić, jeść i smarować nią gruby kawałek chleba, a moja waga nie drgnie nawet o jeden gram. Bywa i tak. Gdy wreszcie kupiłam travel card, okazało się że jest tylko - o zgrozo - na strefy 1-6, a nie 1-2 (dziwnie mówiący kasjer - z filisterskim uśmiechem - stwierdził, że nie ma już na 1-2, a miną dał do zrozumienia, że jest już wycieńczony od permanentnego tłumaczenia całemu światu przyczyn tego haniebnego czynu - za co mu płacą?). Złapałam zatem czerwony autobus, bezczelnie uciekający mi sprzed nosa. Następnie Victoria line do Covent Garden, by chwilę później przekroczyć próg Pineapple. Jazzowe dźwięki wirowały we wszystkich zakątkach szkoły tańca, a ciekawscy ludzie, jak zawsze, z nosem opartym o szybę, przyglądali się ciężko pracującym tancerzom. Zaraz? Napisałam tancerzom? Tancerzom i pretendującym do roli tancerzy. Z łamiącym się sercem wydałam sześć funtów. W zasadzie na nic. Ale czego nie robi się dla przyjemności, by rozświetlić tę ponurą, styczniową aurę? Kupiłam panino, które jest namiastką włoskiej kanapki - smakuje inaczej niż zwykła (ciabatta, często cheddar i szynka), bawarkę, a także suszone truskawki, które są fenomenem świata. Jazz, tak jak te truskawki, ma genialny smak artystyczny. Trwa godzinę, z czego połowa to rozgrzewka. Druga połowa - taniec. Zakończywszy wybitne piruety (!) :D , pojechałam do Hammersmith. Na deskach teatru, wystawiana tam była komedia pt. Sposób na kobietę. Skusiła mnie obsada: Marcel Wiercichowski, Magdalena Walach, Paweł Okraska. Szcze-gól-nie Magdalena Walach, która jest znakomitą aktorką. Aktorką, którą oglądałam wiele razy w telewizji, a teraz nastąpił debiut oglądania jej na żywo. Siedziałam tam gdzie zawsze - w pierwszym rzędzie. Podyktowane to było nie tylko rozbuchaną potrzebą zobaczenia sławetnych aktorów z jak najbliższej odległości, ale i brakiem okularów, które częściej not to be, aniżeli be. Jako pierwsza, na scenie pojawiła się konferansjerka, która z zachwytem zapraszała na sztukę. Gdy wybiła 16, na scenę wkroczyli aktorzy. Kurtyna w górę! Zasłuchana tym co mówili, nie mogłam oderwać oczu od znajomych - ze szklanego ekranu - twarzy. Teatralne gesty, namacalne postury i poetycko brzmiące zdania. Filologia polska to nieustanne dryfowanie w kierunku poezji. Dlatego też bogactwo językowe i współgrające epitety zapadały w pamięć. Uderzało to nieco o trywialny ton, rodem z wyzutych, szekspirowskich dramatów, ale gra aktorka skupiała uwagę wszystkich. W pewnym momencie, gdy grająca Magdalena Walach prowadziła miłosny, ociekający melodramatem (aczkolwiek pięknie brzmiący - dla wszystkich romantycznych dusz) dialog z zakochanym w niej mężczyźnie, pewna osoba z publiczności, w niezwykle chamski sposób włączyła się w dialog aktorski. Bohater komedii powiedział słowa: I pozostaniesz ze mną... po czym mężczyzna z widowni odpowiedział: Nie, to ze mną pozostaniesz - wpadając w sarkastyczny śmiech. Aktorzy zachowali zimną krew, nie przerywając spektaklu. Jednakże nieustępliwy pan z widowni, co jakiś czas sam włączał się w dialogi, ironicznie komentując całe przedstawienie - na tyle głośno, by cała sala o tym słyszała. To wzbudziło u lwiej częściej widowni obruszenie i komentarze typu: "Wyprowadźcie tego pajaca!". Aktorzy, ignorując nagłe ożywienie teatralnej atmosfery, kontynuowali sceny ze scenariusza. Gdy okropny mężczyzna przekroczył w pewnym momencie granicę ( u większości ludzi wzbudził konsternację, u innych zastanawianie się jakie wrażenie na tak znanych aktorach wywoła takie zachowanie i/lub jaka będzie percepcja polskich imigrantów w Londynie), jeden z aktorów, pełnym głosem przerwał przedstawienie, krzycząc: Jeśli pan się nie uspokoi, to ja nie ręczę za siebie. To zdanie wywołało eskalację wrażeń, od zaniepokojenia publiczności po krygujący wyraz twarzy Magdaleny Walach. Wszyscy zastygli w milczeniu, obserwując nagły zwrot zdarzeń. Wówczas, mężczyzna, którego twarz nie była widoczna ze względy na zaciemnioną, teatralną salę, poczuł przypływ animuszu. Z impetem chrząknął, po czym rzekł do aktora: Z pana jest nikt, a nie artysta. Polakom chcą zabrać w Anglii benefity, a pan tu jakieś przedstawienia o niczym urządza. (W polityce wrze od słów premiera D. Camerona na temat idei zabrania zasiłków dzieciom polskich imigrantów, a także "stygmatyzowania" tylko i wyłącznie tej jednej narodowości. Dla niewtajemniczonych - zagrywka polityczna) Zdanie to wywołało śmiech na sali. Niektórzy szeptali pomiędzy sobą: skandal, co oni sobie pomyślą? czy przerwą spektakl? Zdenerwowany aktor wdał się w słowną batalię słowną, by mężczyzna natychmiast opuścił salę. Po chwili, człowiek ten został wyprowadzony. Aktorzy wrócili na swoje miejsca. Rozproszony aktor próbował zagrać kolejną scenę, lecz w pewnym momencie całkowicie zapomniał tekstu. M. Walach, półszeptem przypominała mu słowa, lecz on, nie reagował na jej pomoc, z impetem opuszczając ręce, na znak rezygnacji. Widowni zaczęła bić brawo, choć przedstawienie trąciło o groteskę, inni ludzie natomiast zaproponowali przerwę. Aktorzy jednakże nie poddali się, kontynuując scenę. Gdy wszystko zdawało się zmierzać w dobrym kierunku, nagle, drzwi sali zostały otwarte, a u progu zjawił się okropny mężczyzna mówiąc: Przepraszam bardzo, ale nie zwrócono mi pieniędzy za bilet. To zmroziło wszystkim krew w żyłach. Co teraz? Cała publiczność wkręciła się w rozgrywającą się na naszych oczach scenę, niecierpliwie wyczekując reakcji aktorów. Wówczas, jeden z nich, zszedł ze sceny, chwytając uporczywego człowieka za kaptur. Chciał go bowiem pobić! Tamten jednakże wyrwał się, po czym mężczyźni zaczęli biegać wokół sceny. Wszyscy wyczekiwali na finał "co mi zrobisz jak mnie złapiesz". Obydwaj to pojawiali się, to znikali za kuluarami. Na sali panował rozgardiasz i ogromne skupienie. Nagle, aktor chwycił mężczyznę, po czym wbił w niego sztylet. Wtedy wszyscy wstrzymali oddech: O Jezu, zabił go! - wrzasnęła z przejęciem starsza kobieta. - Trzeba dzwonić po policję - szepnęła ze zdenerwowaniem siedząca za mną dziewczyna. Przed oczyma jawiły nam się obrazki z kryminałów A. Christie. I wtedy właśnie... okazało się, że była to część przedstawienia, która spowodowała wzrost adrenaliny widzów. Kolejne sceny były absolutnym majstersztykiem - zabawne dialogi, niesamowite zwroty akcji. Płakałam ze śmiechu i zazdroszczę sobie, że miałam przyjemność uczestniczyć w tak wspaniałym wydarzeniu.