sobota, 12 września 2015

Jealous

Sobota wieczór. Opieranie się o futrynę drzwi, w trakcie czekania na swoją grupę jazzu. Opieranie, by móc zobaczyc trwające właśnie zajęcia z K., która prowadzi grupę zaawansowaną. W tle podryguje Jealous (Labrinth) do którego w tym tygodniu tańczymy, https://www.youtube.com/watch?v=50VWOBi0VFs&spfreload=10 - ballada, w której powoli prześlizgują się emocje i smutek. Ballada, do której tańczyłam we wtorek w grupie general. Słychac oklaski. Tancerze zawsze klaszczą, po wykonaniu choreografii. Takie oklaski odbijające się echem w wielkim studiu. K. mówi do wszystkich well done i włącza kamerę, by nagrac kawałek na youtube, promujący jej klasę. Wśród ludzi jest tak wiele różnorodności. Jedni z nich stoją w pierwszym rzędzie i tańczą, jako profesjonaliści, są też tacy, którzy zapewne marzyli całą sobą o teatrach na West Endzie, a życie zweryfikowało ich plany. Pozostała pasja i ogień, jaki pali się w ich duszy. Jest mnóstwo ludzi, którzy są po prostu tancerzami od dziecka i bez problemu wykonują technicznie chaine, jete, layout i piruety. Są tacy, którzy w skokach unoszą się nad podlogą, czując się przez chwilę wolnymi jak ptaki, daleko od rzeczywistosci. Są też osoby, które przez wytrwałosc i wiele lat w te szkole, doszli do grupy advanced i mimo, że daleko im do techniki tych, którzy zaczęli tańczyc od dziecka, to dają radę i dalej cwicza, bo to ich pasja.
Niby powolne dźwięki, niby spokojnie, ale jakoś tak smutno. Nie wiem co jest w tej piosence, ale wdziera się ona do wszystkich rozterek, jakie można miec. Przedziera na pół i jak napisała jedna z tancerek na naszym forum, słuchanie jej kiedy jest się samemu w pokoju, to nie jest dobry pomysł.Wystarczy spojrzec w oczy wykonawcy tego utworu. Jakaś taka rozpacz przedziera się przez jego twarz.
Jakiś czas temu, jadąc autobusem do domu zobaczyłam malutkie dziecko, leżące w wózku, a może trzymane na rękach nie pamiętam. Pamiętam za to to, co nagle się stało. Niby nic wielkiego, niby coś naturalnego, ale w jakimś stopniu mnie to ruszyło. Mówi się, że kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat, i wlaśnie wtedy się o tym przekonałam. Zobaczyłam uśmiech i niby nie było w tym nic szczególnego, ale to dziecko, mające kilka miesięcy spojrzało na mnie i uśmiechnęło się w taki sposób, w jaki dawno nie widziałam, by śmiał się ktokolwiek z moich znajomych, czy nawet ja. Bo dorośli, mają chwilę szczescia, ale zazwyczaj uśmiech okupiony jest jakims tłem z tyłu głowy. Jakąś rozterką, jakąś sprawą do załatwienia, jakąś gonitwą. A to dziecko, po prostu się usmiechneło i było to takie szczere. Niby było bezbronne, a jednak było w tym tyle siły. Takie wiary w życie, tego że wszystko jest dobrze, że wszystko ma sens. Że nie ma zmartwien. Bezwarunkowa wiara i radosc. Triumf życia.
Spotykam mnóstwo ludzi, jedni są u progu swoich wielkich karier, tańczą na West Endzie, pracują w telewizji, są dyrektorami generalnymi, zarządcami w banku, z drugiej strony ludzie, którzy marzyli o czymś mocno i zawiedli się na tych marzeniach, rezygnując z nich, by życ przeciętnie, bo ile można walczyc lub walczą dalej, ale powoli tracą nadzieję. A ja pośrodku tego wszystkiego, albo widzę spektakularne sukcesy innych, ale tak spektakularne, że bardziej się chyba nie da, albo osoby, które są naprawde zdolne, wykształcone, ale jakoś im się nie wiedzie. Boli mnie to, że jest tylu ludzi, którzy w Polsce mimo wykształcenia nie mogą znalezc pracy w swoim zawodzie i powoli poddaję się i przestają wierzyc w uśmiech losu. Londyn to marzenie, przynajmniej moje, bo zawsze chciałam tu mieszkac, ale wiem, że w Londynie można albo piąc się po złotej drabinie sukcesu, albo czuc, jak ten sukces pożera nas na deser. Jak tygrys. Może byc Twoim przyjacielem i wtedy jesteś bezpieczna, wojując swoim światem lub jego wrogiem, który za chwilę rozszarpie cię na kolacje. Powoli, zastanawiam się, gdzie chcialabym widziec siebie za kilka lat, w jakim punkcie, tak jak wiekszosc moich znajomych. I staram się nie zgubic w sobie tej wiary, tej dziecięcej wiary, ale z wiekiem staje się to chyba coraz trudniejsze. I z taką melodią jak ta w Jealous tym bardziej. Nadszedł wrzesień. Nadchodzi jesień. W Londynie coraz chłodniej, a ja staram się wyznaczyc jakies cele. Jakieś postanowienia. Powtarzając jak mantrę słowa mojej nauczycielki tańca, gdy daje nam możliwosc wyboru w jaki sposób wykonamy figury taneczne: "Twoje ciało. Twój wybór. Twoje życie".

poniedziałek, 7 września 2015

Edynburg

Edynburg. Wybierałam tam się od czasu, kiedy zamieszkałam w Londynie. Zabierałam się do kupna biletu, ale później stwierdzałam że za drogo, że nie mam czasu. Były chwile kiedy wolałam pójsc na jazz, zamiast jechac przez kilka godzin do innego miasta. Aż do tego roku. Gdy U. wraz z A. wyprowadziła się do Szkocji, poczułam się zmotywowana. Zmotywowana, żeby ją odwiedzic, żeby zobaczyc ten słynny Edynburg, życie Szkotów od podszewki.
Pogoda w Szkocji nie rozłożyła przed turystami czerwonego dywanu. Była grymaśna, jak hollywodzka gwiazda. Czasem słońce, czasem deszcz. Bardziej deszcz. Przynajmniej w piątek.Wysiadłam na stacji Edynburg Waverley - największej stacji kolejowej w mieście, tuż obok Princess Street - ulicy, która jest takim londyńskim odpowiednikiem Oxford Street. Odebrana ze stacji powędrowałam autobusem numer 11 do cudownego mieszkania, ze znakomitym jedzeniem i wspaniałymi osobami. Pogoda stawała się coraz lepsza, z dnia na dzień, choc wiatr smagał mi wlosy.
Edynburg to miasto piękne, przyjazne ludziom. Przyjazne mieszkańcom i turystom. Bez metra można bardzo szybko dostac się do najważniejszych częsci miasta, biorąc autobusy czy tramwaje.
W częsci starego miasta (Old Town) poczuc można zapach średniowiecznych wyobrażeń. Zamki, wzgórza, architektura, a na dodatek gwar festiwalowy - uliczny performerzy, grajkowie, komedianci, TANCERZE czy śpiewacy. To miasto trzeba poczuc, trzeba poznac. Przypomina okolice Tower of London, kiedy człowiek czuje się, jak gdyby wrzucony został do innych czasów, a ktoś w wielkiej zbroi wyskoczyc mial za chwilę zza rogu. Zawsze będę wspominac to miasto z sentymentem i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś je odwiedzę.