"For the go-getters. For the ones who believe. For the ones who dare. For the ones who succeed. You are this girl".
To kolejny rok. Rok, który coraz szybciej upływa, zbliżając się do kolejnego rozdziału życia. Rok, w którym chciałam pójsc o krok do przodu. Nauczył mnie, że w życiu nic nie może byc przypadkowe. Nauczył mnie kontrolowania tego co się dzieje, na tyle, na ile jest to możliwe. Słuchania wewnętrznego głosu, a nie hałasu jaki towarzyszy nam na zewnątrz. Słuchania własnych potrzeb, nie bycia perfekcyjną, zastanawiania się: czy ja tego chce? Czy to, co jest teraz, to to, czego chce? Czy robię w życiu to, co daje mi radosc. Czy chodzę radosna? Czy mam przy sobie ludzi, którzy podnoszą mnie do góry? Czy robię coś, co sprawia że jestem podekscytowana? Czy mam jakąś pasję, o której myślę non stop? Czy chce, by tak wyglądało moje życie, a jeśli nie, to czy zaczęłam pracowac nad tym, bo cos zmienic? Nauczył mnie pytania o to, co chce otrzymac, a nie tylko biernego czekania, aż ktoś mi to da. Wielu ludzi nie dostaje tego czego chce, bo zwyczajnie nie potrafi poprosic o to, czego chcą.
W marcu rozpoczęłam swoje podróżowanie. Pierwszy był Paryż, następnie w lipcu Gdańsk, w sierpniu Kopenhaga i Edynburg, a w październiku Warszawa. Każda z tych wycieczek nauczyła mnie czegoś zupełnie innego, stała się doświadczeniem, które jest bardzo ważne w życiu. To w tym roku zobaczyłam jak blisko można byc swoich marzeń, o ile ma się w sobie wiarę i pozytywne myślenie. W tym roku zmieniłam mnóstwo nawyków. W tym roku zobaczyłam po raz pierwszy Martha Argerich, a także znalazłam się w Royal Opera House na Don Giovannim. Wzięłam swoje pierwsze lekcje baletu, yogi i pilatesu. Pojechałam sama do Kopenhagi i nie zgubilam się po drodze, z łatwością przemykając po nieznanych uliczkach. W tym roku wyznaczyłam granicę i stałam się dla samej siebie bardziej, niż kiedykolwiek "self important. W tym roku dostałam też nowa pracę i zrobiłam jeszcze większy progres z angielskim, który jest dla mnie ważny.
Zrozumiałam, jak ważne jest ustalanie swoich celów. Cieszę się, że prawie wszystkie tzw. "goals" na rok 2015 zostały osiągnięte. Wytrwałam w trudnej grupie "general" na jazzie i po roku jestem dużo lepszą tancerką, a taniec, to moja wielka pasja. Poznałam mnóstwo terminologii tanecznej. Skończyłam pisac powiesc, nauczyłam się "już prawie" szpagatu, zwiedziłam kilka wielkich miast, wytrwałam w Londynie i walczyłam, bez cienia zwątpienia, by osiągnąc miejsce, w którym jestem teraz. I choc wiem, że wciąż jestem na początku swojej drogi życiowej, wciąż, to nie chce zatracic w sobie wiary "dziecka", energii życiowej i szacunku do samej siebie. I przy tym pozostanę.
"Do not try to be perfect!"
sobota, 5 grudnia 2015
czwartek, 3 grudnia 2015
Barbados & cosy December
Grudniowe popołudnia. Angielskie grudniowe popołudnia, mają to do siebie że nie są ani zimne, ani okropne. Bez ciepłego szalika, bez wielkiego swetra, spokojnie spaceruje po moim "playground", nie czując czerstwego, smagającego twarz chłodu. U boku towarzyszy mi Harley, chłopiec z Barbadosu, który nie odstępuje mnie na krok. W ręku trzymam "Pink Lady", czyli najsłodsze jabłka świata, nie czując szybko uciekającego czasu. Mimo tych prawie ośmiu godzin w szkole, nie czuję by czas się dłużył. Jest tak wiele do zrobienia, że ani się obejrzę, a już siedzę na lunchu, odgrzewając filet z łososia z dodatkami, zagryzając w międzyczasie soczystą gruszkę. Wracając po 16, jest już ciemno. Czerwone autobusy zlewają się z ulicą, a ja pozostaje bez autobusu, zauważając że oysterka jest niedoładowana. Biegnąc do sklepu, myślę o następnym autobusie. Aby był o czasie, bo w końcu czeka na mnie druga praca. Bo w końcu ostatnio pracuje po 12 godzin dziennie. I snuję w myślach podsumowanie roku, które niebawem pojawi się drukowanymi literami na moim blogu, słuchając w międzyczasie remix Hello Adele, na przemian z Alive genialnej Sii. Pada deszcz. Stukot, za stukotem. Powoli nadchodzi piątek. Winter Fair - nadchodzisz.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)