Dwa pełne atrakcji dni. Takie fajerwerki tygodnia. Piątek - Royal Albert Hall: Trzeci Rachmaninova, Symfonia Czajkowskiego i zupełnie nieznany utwór pt. The Cosmic Dance (Naresh Sohal). Sobota. Teatr na Leicester Square i Harry Potter znajdujący się w tej samej sali co ja. No dobra. Nie tyle Harry, co Daniel RADCLIFFE. Ten słynny, ten utalentowany i ten bogaty.
BBC Proms to wielkie wydarzenie, a uczestniczenie w takich koncertach jest z pewnością przywilejem. Bilety nie są najdroższe, ale i nie najtańsze. Widownia to nie tylko ludzie siedzący na swoich miejscach, ale też stojący tuż przy scenie. Ciekawe?
Z niecierpliwością czekam na Rachmaninova. To metonimia? W rzeczywistości czekam na Lugańskiego. Ale nim to. Światowa premiera utworu The Cosmic Dance. Może być. Całkiem niezłe. Słucham i czekam aż wreszcie się skończy. Zakładam że na 4 częściach się zakończy. Mylę się. Trwa około godziny. Sąsiadująca Angielka głośno to komentuje. Może się nie zna. Może ja też. Ale po pierwszym przesłuchaniu utwór nie wciąga. Nie ma metafizyki, a muzyka to chyba metafizyka. Przerwa. Ludzie piją szampana. Ja chętnie dołączyłabym do tego grona, jednak szampan kosztuje 8 funtów. Trochę dużo jak na tak mały kieliszek. Kupuję czekoladę. Wracając do wyrafinowanej i przeogromnej sali zatrzymuje mnie Angielka. Też nie ma programu. Ale jej syn...
Rozmawiamy. On rozpoczyna rozmowę o Lugańskim, Rachmaninovie i Czajkowskim. Nieco intelektualnie to brzmi (ta jego wypowiedź), bo w pewnym momencie wyobrażam sobie że oglądam film Allena, a ja w nim gram. Razem z resztą ludzi. I ta wypowiedź, ach, wypowiedź tego chłopaka brzmi mądrzej niż w rzeczywistości jest tego warta. Wracam. Brawa. Lugański rozpoczyna słynny i najpiękniejszy temat koncertu. I tym razem nieco zawodzi. To pianista z najwyższej półki. Jednak tym razem fortepian nieco przygasa na tle orkiestry. Ludzi biją brawo, ale w przerwie komentują że fortepian nie był momentami słyszalny. Zbyt dużo piano, zbyt mało forte. Ale i tak było pięknie.
Sobota. Kupuję bilety na sztukę, w której gra Daniel Radcliffe. Sztuka pełna irlandzkiego akcentu, a o ile wszystkim wiadomo, irlandzki jest szybki, głośny i trudny do zrozumienia. Ale warto. Daniel jest w dobrej formie, to świetny aktor. A przy tym wydaje się być miły. Rozświetlił ten ponury deszcz swoim talentem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz