Długa jest droga do raju kochanie, więc nie przejmuj się drobiazgami.
Stephen King
Czym charakteryzuje się dorosłość? Nie wiem. Ale zauważyłam, że im jestem starsza tym bardziej selekcjonuję rzeczy i ludzi. Tworzę swoje mentalne kolumny, z nagłówkami: ważne i nieistotne. I o ile widzę, że niektórzy przejmują się pewnymi wydarzeniami, o tyle ja, czując że mogłyby wywrzeć to na mnie wpływ, wrzucam pewne zdarzenia do rubryki nieistotnych zupełnie je ignorując.
To samo dotyczy budowania swojej codzienności. Ot, trywialne myśli, że życie składa się z drobiazgów, przekładam na życiową dewizę. Tygodniową rutynę, traktuję jako balsam dla duszy, a weekendy, jako klejnoty w królewskiej koronie codzienności.
Otaczam się książkami, filmami, muzyką, wyzwaniami, szukam nowych przepisów i codziennie próbuję moich nowych dań. Czytam biografię, a raczej quasi biografię, Stephena Kinga. Po angielsku. Poniekąd utożsamiając się z jego myślami.
Ten znany wszystkim pisarz też stawał przed wyzwaniami młodości. W ramach asekuracji (gdyby pisanie nie wypaliło) skończył studia, które uprawniały go do piastowania pozycji nauczyciela. Opowiadał, że szukał pracy, co wcale nie było takie łatwe. I pisał, pisał, pisał.
Ja też piszę. Niektórzy uważają, że pisanie powieści nie ma nic wspólnego z natchnieniem, że nie można na nie czekać, kiedy zabraknie weny i staje się w pewnym punkcie rozdziału, z niemocą pociągnięcia wątku. Twierdzą też, Ci niektórzy, i w sumie tak jak i King, że nawet jeśli brakuje pomysłów czy weny, to trzeba siedzieć i pisać. Pisać i pisać. Bo to praca. Należy się zmusić i regularnie pisać, powiedzmy 2 godziny dziennie. Zgadzam się z tym, ale poniekąd. Bo czasem pomysły czerpie się z dnia na dzień, bo czasem wyjazd do innego miejsca zmienia oblicze powieści i gdybym pisała regularnie, to moje rozdziały byłyby zupełnie inne niż te, które napisałam po wyjeździe do Londynu. Bohaterowie też byliby inni. Dlatego czasem popadam w długie przerwy w pisaniu, a potem nagle coś się zdarza, i piszę 10 bardzo dobrych stron. Po czym brakuje mi weny, zostawiam to i czekam na pomysły. Albo myślę: w ogień z taką literaturą! Przez to właśnie, wciąż jestem na początku ostatniej, trzeciej części mojej powieści. I trudno jest przebić się dalej.
Dlatego warto oglądać jak najwięcej, słuchać i obserwować. Doświadczać nowych rzeczy, rozwijać nowe pasje. Nowe pasje? Taniec. To to, co wywołuje we mnie tak samo wiele pożerających od środka namiętności, co kiedyś fortepian. Jazz zawładnął moją duszą. Tydzień kręci się wokół jazzu. Od poniedziałku zawsze odliczam dni do następnej niedzieli. Nie cierpię tego rodzaju tęsknoty, czy to do ludzi, czy zdarzeń, czy miejsc, kiedy zaczyna się tęsknić, jeszcze nie opuszczając tej drugiej osoby, ale wiedząc że za chwilę trzeba będzie. Tak. To najgorszy rodzaj tęsknoty, bo tam zostawia się swoje serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz