środa, 6 sierpnia 2014

I am going to celebrate it!

"Wartośc butelki zmienia się w zależności, czy sprzedawana jest na pustyni czy przy wodospadach".

O tak czytelnicy! Kiedy w czasach studenckich miałam przed sobą perspektywę trzech miesięcy wakacji, nie zawsze doceniałam ich wartośc. Jednak pewnego dnia zaczęłam szukac oddechu. Zwłaszcza kiedy zaczęłam pracowac od poniedziałku do piątku z maksimum dwugodzinną przerwą w ciągu dnia, kiedy w sobotę wstawałam by dzielnie stawiac czoła przygotowaniom do egzaminu GCSE, a w niedzielę biegałam po całym Londynie. Nie żebym tego nie lubiła. Miałam chwile, kiedy uśmiechałam się do siebie na przystanku, ciesząc się możliwością mieszkania w mieście, które kocham i spotykania ludzi, których uwielbiam...

Ale. Ostatnio...

Celebrowałam każdą chwilę odpoczynku. Siadałam na moment w kawiarni, żeby przestac biegac i chwilę odpocząc. Ale każdego dnia, budzik z całym majestatem swojej bezczelności, budził mnie o znienawidzonej 6:30, wyrywyjąc z mojego wielkiego i miękkiego łóżka. Otwierałam oczy i nawet nie wstając miałam w głowie: Again? Podchodziłam do lustra, i nie miałam czasu, żeby spokojnie się wybudzic. Z zegarkiem w ręku próbowałam dogonic codzienną rutynę, żyjąc wielowątkowo.

Wciskając pedał energii, dobrnęłam do dzisiaj, kiedy to z szelmowskim uśmiechem na twarzy mogę zaplanowac moj jeden, całkowicie wolny tydzień. Nie za wiele, jak po dwóch latach (niebawem rocznica!) ciągłej pracy, uczenia się i stresu, ale ja winszuje sobie. To będą oprószone relaksem dni.

Mówię dużymi literami! Nadchodzi upragniony od dawna tydzień. Tydzień,  który był w sferze moich marzeń. Czas, kiedy zostaje zupełnie sama w domu, bez obowiązków, bez nauki, bez budzika, wolontariatów, zwiedzania. Bez czytania pierwszych stron gazet, z myślą o...

Omamiona perspektywą wolności, wyszukuję przepisy na różnorodne śniadania, na których nigdy aż tak bardzo się nie skupiałam. Obiady, kolacje. Jamie Oliver kusi kolorami, wydzierając z mojej wyobraźni ogromne płaty kulinarnej wirtuozerii. 

W sukience koloru marengo, naleśnikami osłodzonymi truskawkami oraz bawarką, rozpocznę niedzielny poranek, siedząc w angielskim ogródku. Czy można sobie wyobrazic bardziej błogą niedzielę? Kiedy pierwszy raz od dłuższego czasu będę spała do chwili, aż się obudzę, po czym przyrządzę słodkie śniadanie, wychodząc chwilę później do najbardziej znanej, londyńskiej szkoły tańca? Oddając duszę pasji?

Jak dawno nie miałam czasu na oglądanie starych filmów, w których kocham się do szaleństwa. Nic tak nie poprawia humoru jak musicalowe dźwięki, okręcone pluszem lejącego się wina i włoskiej kuchni. Ups, niespodziewane crescendo mojej radości!

Jestem absolutnie kontent! Taniec, jedzenie i stare filmy, to to, na co długo czekałam. W międzyczasie wycieczki nad morze, czytanie książek i wdychanie tego brudnego powietrza metropolii. Ot truizm! Wspaniałych wakacji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz