Jest po północy, a ja nie mogę spac. A powinnam, bo jutro będę przez dwie godziny intensywnie cwiczyc, a tańczymy do Uptown Funk. Z totalnie komercyjną choreografią, ale... wracając do tematu.
Nadszedł ten upragniony tydzień wakacji. Po obrzydliwie pełnych wrażeń dwóch ostatnich tygodniach, nadszedł czas oddechu. W te wakacje postanowiłam puścic oczko do Trójmiasta. Od zawsze miałam w głowie plan, by spędzic jakieś wakacje nad polskim morzem. Wśród mieniących się bursztynów, szemrzącego morza i topiącego trzymane w rękach lody słońca.
W poniedziałek, udałam się na lotnisko. Ot tak, poleciałam do Polski. Na kilka dni. Lot trwał jedynie godzinę czterdzieści, a ja bez większego planu, wzięłam jedną ze stojących przed lotniskiem imienia Lecha Wałęsy w Gdańsku taksówkę. Taksówkę w kierunku jednego z bloków znajdujących się tuż obok Akademii Muzycznej, gdzie się zatrzymałam.
Już pierwszego dnia udaliśmy się na ulicę Długą, która jest prawdziwym diamentem Polski. Ta znajdująca się w Śródmieściu uliczka, zaskoczyła mnie swoim urokiem. Pięknymi straganami, błyszczącymi bursztynami, wielką grupą turystów i nietrywialną, porywającą serce architekturą. Przechodząc przez Złotą Bramę nie mogłam napatrzec się na piekno tego miasta. Gdańsk jest jednym z ciekawszych miast Polski i z pewnością jednym z najlepszych w jakich byłam w życiu.
Wystarczyło wziąc pociąg, by w nieco ponad 20 minut znalezc się w jeszcze bardziej bajkowym Sopocie, w którym słońce nagrzewało ławki, a ludzie wyciskali każdą chwilę z tego urokliwego miejsca. Błyszczące molo wabiło oczy, morze szumiało, a ja delektowałam się naleśnikami, najlepszymi jakie można sobie wymarzyc, w pięknej restauracji w samym centrum miasta.
Z wieczornych wycieczek zapamiętam urokliwe kafejki w centrum miasta, dźwięk pianina, smak czerwonego wina oraz wszystkich artystów, których spotkałam po drodze, łącznie z profesorem, od którego brałam kiedyś lekcje fortepianu. Zapach herbaty z leśnymi owocami serwowanej przy Akademii Muzycznej i gwarne miasto, które tętni życiem, nawet gdy pada deszcz. Czuję, że naprawdę odpoczęłam w Polsce, pierwszy raz od dłuższego czasu. Gdzie wreszcie mogłam mówic w swoim ojczystym języku, gdzie czułam się nieco jak zagranicą, mimo że byłam u siebie. Bo dziwnie jest słyszec dokoła swój ojczysty język, kiedy od wielu miesięcy mówi się tylko po angielsku, mieszka z Anglikami i ogląda lub słucha angielskiego. O ile łatwiej jest życ w swojej ojczyźnie, o ile trudniej zagranicą. Z drugiej strony Londyn to miejsce, w które jest moim miastem, w którym jest tyle znajomych, sentymentalnych ścieżek.
W drodze powrotnej utknęliśmy w korku, jednak zdążyłam na czas. Opuściłam Gdańsk, z myślę, że niebawem go odwiedzę. Jeszcze raz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz