wtorek, 16 lutego 2016

Sia

Połóż na mojej półce album Sii, podaruj mi umiejętności taneczne profesjonalistów, pozwól użyc wyobraźni do lirycznej choreografii, a będę najszczęśliwszą osobą na świecie.
Sia to prawdziwa artystka. Ja od zawsze kochałam sztukę. Art. ART. Ona łączy w sobie wszystko. Grę aktorską, przesłanie, słowa, myśli, taniec, melodię. Marzy mi się artystyczne życie. Teatry. Sztuka. 
Chciałabym dostac w swoje ręce bilet na jej koncert. Będzie grała w sierpniu w Finlandii, narazie nie widzę Londynu, chyba że przegapiłam. Elastic heart to żywe, melodyczne, utkane w artyzm dziełko. Big Girls Cry to trudna emocjonalnie piosenka, a Alive to apoteoza życia. A w tle Maddie Ziegler lub inni tancerze, przesmykujący się pomiędzy taktami jej zdartego głosu, który załamuje się na najwyższych dźwiękach, dodając jeszcze większego uroku.
W tle fortepian, perkusja, skrzypce i ten głos. https://www.youtube.com/watch?v=t1x8DMfbYN4&spfreload=10
Od niedawna zaczęłam oglądac z nią wywiady, Zadziwiające że przez tyle lat tworzyła piosenki dla najbardziej znanych. To ona napisała Diamonds na płytę Rihanny, tworzyła dla Aguilery, Katy Perry i innych amerykańskich gwiazdek. Aż do czasu, gdy sama zaczęła grac pierwsze skrzypce. Podobno Titanium napisała w kilkadziesiąt minut. Wydaje się jak gdyby tak wiele w życiu przeżyła, w jej muzyce jest więcej niż w muzyce innych wykonawców.
Ja tymczasem idę zadymioną, londyńską ulicą. Londyn jest brudnym miastem. Wielkim. Przytłaczającym. Różnorodnym. Przeogromnym. Pełnym ludzi, pędzących. Wbiegających do metra im szybciej się da, mimo że następny pociąg jest za minutę.
Na High Street mnóstwo dziwnych ludzi, proszących o drobne. Dziwna muzyka, lecąca w te z różnych sklepików lub samochodów. Nachalni sprzedawcy którzy na siłę chcę sprzedac owoce. Ludzie w garniturach, z telefonem w ręku, biegnący na autobus. I ja. Szukająca Sainsbury's local, którego nie ma w pobliżu. Jedynie Morrison, do którego nigdy nie wstąpiłam. W głowie Unstoppable Sii, do którego tańczyłam. "I don't care if you use two fingers or just one, get up" usłyszeliśmy na zajęciach. Tak, to ważne by się podniesc. Na sali tańca czy ogólnie w życiu. Uczenie się nowej trasy, nowych pzystanków, nowych autobusów, nowych dojazdów. Przeprowadziłam się we czwratek, a już w piątek rano, do pracy musiałam wziąc zupełnie nowy autobus, niewypróbowany wcześniej, nie wiedząc ile zajmie trasa. Takie typowe, londyńskie życie. 

środa, 10 lutego 2016

Life is either a daring adventure or nothing

Z rozsypanymi papierosami w torebce, rozwichrzonymi włosami i bordową szminką na ustach. Tak winnam wyglądac w dniu przeprowadzki. Mojej pierwszej w życiu samodzielnej wyprowadzki. Po drodze, dobrze byłoby dotrzec do malutkiego sklepiku na rogu, by kupic szampana lub inny trunek, tak na dobry początek. Tymczasem, mimo siedzącej mi na ramieniu panny E., która to usilnie pragnęła przejąc inicjatywę, postanowiłam wyznaczyc granicę. "I am in charge, right?" - powiedziałam, kiedy to po raz kolejny próbowała przekonac mnie do swoich bezmyślnych pomyslów. "I am in charge". Jej oczy pełne zdumienia, zresztą nie po raz pierwszy, nabrały innego wyrazu. Możemy znac ludzi od wielu lat, a i tak, dopiero po tych wielu latach, zauważymy inny koloryt ich osobowości. Moje relacje z E. (którą traktowałam jak moją angielską matkę chrzestną) były jak w kalejdoskopie. Jednego dnia znałysmy się na wylot, innego, poznawałam ją i jej rodzinę na nowo. To był dobry start. Nie żałuje czasu spędzonego z moimi B., ale nadszedł czas, by przejąc inicjatywę i zrobic coś nowego. W ostatnim czasie budziłam się w środku nocy lub kładłam spac i nie czułam żadnej ekscytacji. Znałam każdy centymetr tego domu, ich zachowania były dla mnie przewidywalne. Wyprowadzka była bardziej spontaniczna niż przemyślana. Zgraliśmy się w tym temacie. Mnóstwo razy wyobrażałam sobie ten dzień. Jak on bedzie wyglądał? I nagle, zamiast nostalgii i wielkiego "bye", stałam się zbyt chłodna lub doświadczenia londyńskie zabrały mi sentymentalizm. Patrzyłam jak pomagano mi w pakowaniu walizek, zbiegałam po schodach niosąc kolejne, jechałam samochodem E. słysząc od niej "commercial, commercial", znudzona obserwując mijane uliczki. "Commercial" - nie miałam pojęcia o czym wtedy mówiła, nie słuchałam jej. Uściski, zamknięcie drzwi i zamknięcie już, starych czasów.
Życie jest albo wielką, bezczelną przygodą, albo wytartym wspomnieniem. Ty wybierasz czym. A doświadczenia, które napotykamy, wyzwania, albo nas zbudują i zachowamy się w nich jak chłodno myślące osoby, albo poddamy się im. Wszystko jest w życiu wyborem.