Sia to prawdziwa artystka. Ja od zawsze kochałam sztukę. Art. ART. Ona łączy w sobie wszystko. Grę aktorską, przesłanie, słowa, myśli, taniec, melodię. Marzy mi się artystyczne życie. Teatry. Sztuka.
Chciałabym dostac w swoje ręce bilet na jej koncert. Będzie grała w sierpniu w Finlandii, narazie nie widzę Londynu, chyba że przegapiłam. Elastic heart to żywe, melodyczne, utkane w artyzm dziełko. Big Girls Cry to trudna emocjonalnie piosenka, a Alive to apoteoza życia. A w tle Maddie Ziegler lub inni tancerze, przesmykujący się pomiędzy taktami jej zdartego głosu, który załamuje się na najwyższych dźwiękach, dodając jeszcze większego uroku.
W tle fortepian, perkusja, skrzypce i ten głos. https://www.youtube.com/watch?v=t1x8DMfbYN4&spfreload=10
Od niedawna zaczęłam oglądac z nią wywiady, Zadziwiające że przez tyle lat tworzyła piosenki dla najbardziej znanych. To ona napisała Diamonds na płytę Rihanny, tworzyła dla Aguilery, Katy Perry i innych amerykańskich gwiazdek. Aż do czasu, gdy sama zaczęła grac pierwsze skrzypce. Podobno Titanium napisała w kilkadziesiąt minut. Wydaje się jak gdyby tak wiele w życiu przeżyła, w jej muzyce jest więcej niż w muzyce innych wykonawców.
Ja tymczasem idę zadymioną, londyńską ulicą. Londyn jest brudnym miastem. Wielkim. Przytłaczającym. Różnorodnym. Przeogromnym. Pełnym ludzi, pędzących. Wbiegających do metra im szybciej się da, mimo że następny pociąg jest za minutę.
Na High Street mnóstwo dziwnych ludzi, proszących o drobne. Dziwna muzyka, lecąca w te z różnych sklepików lub samochodów. Nachalni sprzedawcy którzy na siłę chcę sprzedac owoce. Ludzie w garniturach, z telefonem w ręku, biegnący na autobus. I ja. Szukająca Sainsbury's local, którego nie ma w pobliżu. Jedynie Morrison, do którego nigdy nie wstąpiłam. W głowie Unstoppable Sii, do którego tańczyłam. "I don't care if you use two fingers or just one, get up" usłyszeliśmy na zajęciach. Tak, to ważne by się podniesc. Na sali tańca czy ogólnie w życiu. Uczenie się nowej trasy, nowych pzystanków, nowych autobusów, nowych dojazdów. Przeprowadziłam się we czwratek, a już w piątek rano, do pracy musiałam wziąc zupełnie nowy autobus, niewypróbowany wcześniej, nie wiedząc ile zajmie trasa. Takie typowe, londyńskie życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz