wtorek, 7 października 2014

Arktyka

Chłodno w tym Londynie. Snuję się znajomymi uliczkami, w mojej dzielnicy, przemarzając do cna. Jak gdybym znalazła się w samym centrum Arktyki. Policz do trzech. Nawet jak na emfazę, brzmi to zbyt szumnie. Raz, dwa, trzy. Nie jest aż tak zimno, ale chłód roztapia się na każdym centymetrze mojego ciała. Autobusy wymijają się na zakrętach, a ja desperacko spoglądam na czerwone światło, próbując jak najszybciej dojśc do domu. Brrr. Jak na złośc, samochody gonią jeden za drugim.

W zeszłym tygodniu miałam przyjemnośc spotkania się z moimi znajomymi, którzy mieszkają obecnie w stanie Washington, ale postanowili zrobic sobie wycieczkę po Europie. Spędzili pięc dni w Londynie, a następnie w Paryżu i Amsterdamie. Pięknie? Ja jestem skazana na Londyn i nie mam nic przeciwko. Też jest piękny. Zwłaszcza jesienią. Zwłaszcza South Kensington. No i Covent Garden.

Spotkaliśmy się na parterze, w hotelu znajdującym się w samym centrum Londynu, tuż przy stacji Westminster. Z ich okna widoczny był Big Ben i cała magia tego gwarnego miasta.

Zaprosili mnie na śniadanie. Amerykanie mają bardzo otwarte usposobienie i mentalnie, są totalnym przeciwieństwem Anglików. W hotelu serwowano typowo angielskie jedzenie. Typowa fasolka w sosie pomidorowym, której wartości odżywcze są tak wątłe, jak ratlerek stojący obok tornada; jajecznica z kiełbaskami i cała reszta. Zjadłam jajecznicę i kanapki, popijając kawą (której nie znoszę).

Zdążyłam na czas, ledwo się wyrabiając. Szybko sprawdzając czy bliżej będzie ze stacji Waterloo czy też Westminster, wybrałam tę drugą, kierując się mapką w telefonie. W ostatniej chwili udało mi się kupic cztery typowo komercyjne, angielskie kubki, aby dac moim Amerykanom pamiątki z Londynu. Kubki te miały napisy: Keep calm be happy etc.

Wspaniale było ich spotkac, posłuchac tego wyśmienicie brzmiącego, amerykanskiego akcentu, po czym wrocic do codziennosci, biegnac co sił, by zdązyc zrobic zakupy na lunch, by pozniej go przygotowac.

W zeszłą środę upiekłam czekoladowy tort, z okazji urodzin N.
Wróciłam też to prywatnych lekcji angielskiego z D., przemakając do cna, w strugach okrutnego deszczu.
Mój nowy nauczyciel to Anglik. Im dłużej mieszkam w Anglii, tym bardziej zaczyna mnie irytowac ich mentalnosc. A może sposób bycia. Lovely, w ustach faceta brzmi nieco... No właśnie. Dokończ zdanie. Lubię pochwały, ten system jest znakomity, ale wydaje mi się, że Anglicy nie wyważają tych pochwał tak jak powinni. Bo jeżeli mają doczynienia z czymś, co możnaby określic jako 20 % czyichś możliwości, to dlaczego okraszają swoje wypowiedzi trzykrotnie powtórzonym excellent, zamiast powiedziec: Jesteś świetna, ale popracuj jeszcze nad tym i nad tym?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz