Ostatni tydzien minął mi niesłychanie szybko i bardzo pracowicie. Od poniedziałku starałam się zakonczyc projekt, na który miałam tylko 15 dni. Udało mi się napisac 62 strony po angielsku (nie zdradzam co to było) i chyba dopiero dzisiaj mogę odetchnąc. Cały tydzien byłam bardzo niewyspana, a na dodatek złapałam przeziębienie od J.
Strasznie ucieszyło mnie nadejście soboty, kiedy mogłam spotkac się z grupą ludzi, z którymi lubię spędzac sobotnie poranki, a następnie z moją nową klasą i nowymi rodzicami. Genialnie jest pracowac z zespołem osób, którzy są niesłychanie mili i kompetentni.
Niedziela przywitała nas piękną pogodą. Londyn odbija się blaskiem wrzesniowego słońca, a Covent Garden, tonie w natłoku ludzi. Nie wierzę w reinkarnację, ale jeśli się mylę, to mam nadzieję że w kolejnym wcieleniu będę tancerką. Niedawno rozmawiałam z jedną ze znajomych na ten temat. Znajoma ta stwierdziła: "Nigdy nie wiesz. Może w poprzednim życiu byłaś tancerką, dlatego tak mocno cię do tego ciągnie". Ciągnie. Nazbyt mocno.
Wtorek zapowiada się niezwykle interesująco. W zeszły piątek, rodzice mojej starej znajomej (Amerykanie) przyjechali do Londynu. Są tak samo mocno zajęci, jak ja, ale udało nam się dopasowac termin spotkania i tak też, w przyszły wtorek, zjem z nimi śniadanie.
Kiedy rozmawialiśmy przez telefon, nie mogłam nasłuchac się tego pięknego akcentu. Moje serce zawsze nalezało i będzie nalezec do Londynu, ale sentymentem, zawsze będę darzyc Nowy Jork. I mam nadzieję, że kiedyś tam zamieszkam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz