środa, 27 stycznia 2016

I am an artist

"Don't you dare to let anyone or anything control your life. That's your life. Make the most of it and please, be happy".

Styczeń powinien byc słodki jak karmel. Rewolucje noworoczne i te sprawy.Tymczasem na ustach rozpuszcza się gorzka czekolada doświadczeń, z jakimi mierzę się w ostatnich tygodniach. Zbyt dużo pracuję. To fakt. Nie powiedziałabym że idę, raczej snuję się przemokłymi, szarymi uliczkami. Mijam czerwone autobusy, biegnę po Leicester Square, po czym umawiam się na oglądanie mieszkań. Miałam momenty, kiedy można byłoby się poddac, ale cały czas w głowie brzmiał mi komunikat: zrób ten jeden krok do przodu. A życie w tak wielkim mieście, nie posiadając tu rodziny czy starych przyjaciół, posługiwanie się innym językiem, samodzielne szukanie mieszkania to wielkie wyzwanie. I tak, jak mawia się po angielsku: I did it, bitch. Po kolorowych doświadczeniach, spotkaniu szemranych ludzi, którzy wynajmują pokoje znalazłam jeden, który mi odpowiadał. Po drodze natknęłam się na zestresowaną pracą Francuzkę, pracującą (w finansach) na zimnych Canary Wharf, gdzie wieżowce mieszają się z odblaskiem ulicznych świateł. Spotkałam filmowców, którzy chcieli tyle pieniędzy za pokój, że nie mieści się to w głowie, jednocześnie wrzucając mnie na chwilę w świat prawdziwych artystów, niczym z młodopolskich książek, gdzie absynt lał się strumieniami na zagięte rogi powieści. Wystrój ich domu był czymś, czego nigdy w życiu nie widziałam. Trafiłam również na przezutą życiem kobietę, ubraną w tanie gadki-szmatki, przeplatane"baby" i "darling" oraz jej upiorne drążenie i wymuszanie na mnie odpowiedzi na to czy chce ten pokój (w ciągu najbliższych minut). Po wielu perypetiach, niebotycznym zmęczeniu stawiłam czoło kolejnemu doświadczeniu. Znalazłam pokój, spakowałam walizki i delektuje się jeszcze krótką chwilą, przez którą będę mieszkała w tak znajomym mi "moim pokoju".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz