poniedziałek, 21 marca 2016

Diamonds

Był to sierpień. A może lipiec. Tak, to był lipiec. Jeden z tych gorących, lipcowych dni. Czas, kiedy w jednym tygodniu znalazłam się w Royal Opera House, na Don Giovannim Mozarta, patrząc na ekskluzywnie przystrojonych ludzi z kieliszkami szampana i czerwonego wina w ręku, zaraz po tym, jak wyszłam z BBC. Mekki dziennikarstwa. Jak wiele się zmieniło od przyjazdu do Londynu, jak wiele nowych rzeczy poznałam, jak wiele nowych życiowych ról przyszło mi odegrac, jednocześnie porzucając na chwilę inne swoje pasje czy talenty, bo każdy z nas ma serce, które przynależy do różnych rzeczy. A ja wciąż jestem przecież dziewczyną, która zaczytywała się w Iwaszkiewiczu, Kuncewiczowej czy Reymoncie. Dziewczyną kochającą się w  poezji Leśmiana, recytując wiersze Staffa. Bawiącą się słowami. Rymami. Gombrowiczowskim Kosmosem. Rozkochana w młodopolskim usposobieniu, pisząca nieustannie, mimo że muzyka jest moją największą pasją. Ale największym talentem chyba pisanie. Weszłam do innego świata. Najpierw świata N., następnie tańca, gubiąc przy tym nieco z literatury, choc wciąż czytam. Poznając nowych muzyków, poznając nowe utwory, przynależąc do sztuki. Tęsknię za tamtym rokiem. Za Gdańskiem, który przywitał mnie bursztynami, profesorem z akademii, który wydał się zupełnie inną osobą po moim życiu w Londynie, tęsknię za wyzwaniami z zeszłego roku i za każdym dniem po kolei. Jest wiele rzeczy które chciałabym jeszcze raz przeżyc mimo, że zeszły rok nie był idealny. W tle nieustannie Elastic Heart. Ostatnio trafiłam na swoje nagranie ze starą choreografią jednej z nauczycielek do Thinking Out Loud. Zobaczyłam mój dawny salon, inny kolor włosów i pasję w oczach. Lipiec, tamte ciepłe popołudnia, mnie na lotnisku, kupującą książkę MP, jego dywagacje na temat tańca do Vogue Madonny i głęboki oddech, patrząc na startujące samoloty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz