niedziela, 20 marca 2016

Szkoła baletowa

Dzisiejszą niedzielę spędziłam nieco inaczej, niż zwykle. Dojechałam do King's Cross, czyli pięknej i jednej z największych londyńskich stacji pociągów. Rzucając okiem na perony, przypomniała mi się moja sierpniowa podróż powrotna z Edynburga, kiedy byłam w zupełnie innym momencie swojego życia, ale też w podobnym nastroju. Wzięłam głęboki wdech, delektując się przez chwilę panoramą Londynu, po czym szybko złapałam autobus i ruszyłam w stronę szkoły baletowej. Na pierwsze w tym roku zajęcia z baletu klasycznego, czwarte lub piąte w moim życiu. Zajęcia prowadzone przez Davida. Nie wiem czemu, a może im wiem, (ale bez zbędnych wyjaśnień, bo tego trzeba doświadczyc) zajęcia z tańca z nowymi choreografami to zawsze godzina lub półtorej godziny, które pełne nieprzewidywalności. Pełny pracy ze swoim ciałem, pełne kroków i pozycji tanecznych, które dopiero się poznaje, przed którymi można miec bariery, jeśli nie jest się profesjonalistą. Mój dzisiejszy nauczyciel, to były uczeń Joffrey Ballet, czyli chyba najbardziej znanej organizacji tanecznej (takie wzięte w nawias Julliard). Szkoła znajduje się w ciekawej lokalizacji i od wejścia czuje się inny świat. Świat tańca. Świat tanecznych póz. Świat dziewczyn i kobiet z tymi słynnymi upięciami włosów, rozciągających się gdzieś w rogu i wlepiających wzrok w siebie nawzajem. Uchyliłam wielkie drzwi, z napisem Szkoła Baletowa, po czym swoim codziennym już angielskim, zapytałam o możliwosc wejścia drop in i o numer studia, do którego mam się udac. Tak też udałam się do studia numer 5, mijając studio numer 3, gdzie odbywała się akurat tzw. audition (przesłuchania baletowe/castingi i ludzie biegający z numerkami na koszulkach, podskakując przed groźnie wygladającymi, siedzącymi za biurkiem podrasowanymi sędziami tańca.
David okazał się wymagający, mimo że klasa w założeniu jest klasą dla początkujących. Było w niej dużo ludzi, wielkie lustra ścienne i fajna muzyka. Nie było aż tak dużo technicznej pracy, ani nauki choreografii. Nie było też obrotów, chaines czy podstaw piruetu, było natomiast dużo pracy przy barierkach, choc mniej niż gdy brałam swoje lekcje baletu z Emmą w dzielnicy w której mieszkałam w zeszłym roku.
David podchodził do każdego, dając mu uwagi. Uwagi dawał zwłaszcza osobom, które przyszły na jego zajęcia po raz pierwszy. Do mnie podszedł 4 razy. Za pierwszym mówił o postawie, za drugim o stopach, za trzecim o trzymaniu rąk w drugiej pozycji baletowej, a za czwartym wziął mnie na środek, mówiąc: Look in the mirror.
Dzięki Bogu że przywykłam już do tańca przed lustrami i ogólnie do brania tego typu klas, bo takie sytuacje nie są komfortowe, zwłaszcza gdyby była to moja pierwsza w życiu klasa baletu.
Po jego: Look in the mirror, spojrzałam w lustro. Zapytał się co widzę. Czy nie lepiej byłoby ustawic swoje ciało w inny sposób przy pierwszej pozycji. "Take your feet out", "And in". "What do you think?". Pomyślałam wtedy, że dosyc sporo w tym momencie robię jak na fakt że jest to niedziela, mój jedyny dzień wolny, jest poranna dziesiąta zero zero, a ja stoje w bardzo zatłoczonej szkole baletowej, mając niewielkie pojęcie na temat zasad jakimi rządzi się balet i na dodatek zaspana, z rana (nie mów do mnie z rana) muszę odpowiadac na pytania, nie wspominając już że są one w innym języku. No i pomijając fakt, że stoję właśnie na srodku studia, a uwaga wszystkich skupiona jest na mnie, jako przykładu do wyjaśnienia pierwszej pozycji baletowej. Shit.
Odpowiedziałam typowo brytyjskim "yeah, yeah, yeah", na co David. "No, no. I am asking you." Po czym ustawił mnie tak, jak powinnam stac w jego pierwszej pozycji baletowej, mówiąc: "That's the posture I want from you", uśmiechnął się i puścił mnie wolno. W kolejną niedzielę wyjeżdża do Chin, ale mogę powiedziec że podobało mi się. Było to ciekawym doświadczeniem. W ciągu godziny zdążył jeszcze powiedziec nam że "Fears fail with logic", a ja, opuszczając studio i wychodząc na zewnątrz natknęłam się na niego, niespodziewanie, tuż przed budynkiem, z żarzącym się w jego ustach papierosem i brytyjskim "Bye, thanks", w oparach jego nonszalanckiej postury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz