W ostatnim tygodniu, wybraliśmy się z klasą do centrum dzikiej natury, jak brzmi to w wolnym tłumaczeniu. Z grupą trzydziestu dzieci, śmigających brytyjskim akcentem oraz piątką rebeliantów, będących w mojej grupie udaliśmy się do jednej z dzielnic Londynu, w której znajduje się piękny fragment natury.
Mijając bramę zobaczyliśmy malowniczy ogród, pełen zieleni, ziół i zapachu tymianku. Poczułam się jak na wakacjach. Nieopodal przebiegł kot koloru nie-wia-do-mo jakiego, a dzieci, z ich wrodzoną spontanicznoscią krzykęły: Cheater! - machając przy tym wskazującym palcem. Niewiele wspólnego z tzw. "cheaterem"miał tenże pstrokaty kot, ale doprowadziło to nas wszystkich do szczerego śmiechu.
Dalej, gdyż było to w ramach lekcji przyrody, łapaliśmy żaby i ślimaki. "Kiss as many frogs as you can" powiedziałam. "I am looking for a prince". Na dźwięk moich słów S. wybuchła śmiechem, a ja pomagałam w szukaniu żab. Nie, nie szukałam księcia. Szukałam żab.
Wielka chatka, zieleń i chłodna pogoda, a także lunch na wolnym powietrzu było ciekawą formą lekcji, zwłaszcza że pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Tymczasem zbliża się tygodniowa przerwa w nauce, jak przystało na maj oraz poniedziałkowy bank holiday.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz