sobota, 18 czerwca 2016

Jezioro Łabędzie

Sławetny balet. Dwa słowa. Jezioro Łabędzie. Balet napisany przez Czajkowskiego, rosyjskiego muzyka. Rosjanie mają to do siebie, że ich muzyka jest niesamowicie śpiewna. Kantylenowa. Nadszedł dzień na Royal Albert Hall. Na moją sukienkę z Zary. Na wieczorne piruety. Po zakupieniu wina, w ekskluzywnym budynku koncertowym na South Kensington, udałam się do głównej sali koncertowej, która po raz kolejny spowodowała wielkie wow, bo jest przepiękna. Oświetlona milionem światełek i wieloma ludźmi. Siedziałam tuż pod sceną, z bliska obserwując tancerzy, którzy przesmykiwali się od arabesek, do obrotów attitude, przez wiele, wiele piruetów. Wyśmienita orkiestra, narodowy balet angielski i baletnice. Z lekkością skaczące po scenie. Doczytywanie treści aktów, obserwowanie cudnych strojów, szytych na miarę, młodych kobiet przebranych za łabędzie i popisu solistów. Następnie szukanie metra, które w większości było zamknięte i powrót o późnej porze.

niedziela, 22 maja 2016

Dzika natura

W ostatnim tygodniu, wybraliśmy się z klasą do centrum dzikiej natury, jak brzmi to w wolnym tłumaczeniu. Z grupą trzydziestu dzieci, śmigających brytyjskim akcentem oraz piątką rebeliantów, będących w mojej grupie udaliśmy się do jednej z dzielnic Londynu,  w której znajduje się piękny fragment natury.
Mijając bramę zobaczyliśmy malowniczy ogród, pełen zieleni, ziół i zapachu tymianku. Poczułam się jak na wakacjach. Nieopodal przebiegł kot koloru nie-wia-do-mo jakiego, a dzieci, z ich wrodzoną spontanicznoscią krzykęły: Cheater! - machając przy tym wskazującym palcem. Niewiele wspólnego z tzw. "cheaterem"miał tenże pstrokaty kot, ale doprowadziło to nas wszystkich do szczerego śmiechu.
Dalej, gdyż było to w ramach lekcji przyrody, łapaliśmy żaby i ślimaki. "Kiss as many frogs as you can" powiedziałam. "I am looking for a prince". Na dźwięk moich słów S. wybuchła śmiechem, a ja pomagałam w szukaniu żab. Nie, nie szukałam księcia. Szukałam żab.
Wielka chatka, zieleń i chłodna pogoda, a także lunch na wolnym powietrzu było ciekawą formą lekcji, zwłaszcza że pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Tymczasem zbliża się tygodniowa przerwa w nauce, jak przystało na maj oraz poniedziałkowy bank holiday.

niedziela, 8 maja 2016

Like a prayer

Włoskie lody rozpływają mi się w ręku. W Londynie, na termometrach widoczne jest 26 stopni. Gorąco. Okno otwarte na oścież. Inne okno. Inne majowe popołudnie. Przeczytałam jakiś czas temu cytat, który możliwe że nie brzmiał dokładnie tak jak go prezentuję i jest to bardziej parafraza: "Don't live the same 75 years and call it a life". I mimo że się staram, to czuję że nie zawsze potrafię byc w stu procentach obecna w danym momencie. Wiem że choc jest to trudne, mam wielką potrzebę odczuwania życia. Czucia, że żyję. Podróżowania, ludzi, kariery. Zatrzymuję w sobie wiarę dziecka. Marzycielstwo. Mimo, że jest tak wielu ludzi, którzy mówią by nie marzyc, bo sami złamali sobie tymi marzeniami serce.
Chcę wykorzystac swoje życie, zrobic coś z niego. Nie byc kolejną osobą, która po prostu je przeżywa. Popadłam w rutynę w tym pięknym i chimerycznym mieście. Czasami szukam w sobie tych początkowych odczuc, magii nowego początku. Tymczasem niewiele mnie już dziwi, staję się doroślejsza, widzę coraz więcej i popadam w wir codzienności. A to mnie nie interesuje. Dni mijają bardzo szybko, codziennie budzę się wcześnie rano, wracam późnymi wieczorami. Jedynym wolnym wieczorem jest środa, a nawet soboty są bardzo zajęte. Ale nie ma jakiegoś elementu w tej układance. Brakuje mi ekscytacji, wyzwania - takiego jakie miałam przeprowadzając się do nowego miasta. Zatracam się w muzyce, która jest najlepszą formą ekspresji. Zbyt mocno ciągnie mnie w stronę artystycznego życia.

poniedziałek, 2 maja 2016

Gombrowicz

W ostatnim czasie mój humor ciągnie mnie w stronę Gombrowicza. Albo Prokofieva. Ciągnie mnie w stronę groteski, dziwnej literatury i muśniętej awangardowym oddechem muzyki.
Pogoda w Londynie równie groteskowa, co muzyka Prokofieva. Jest ciepło, wydaje się że zagościła wiosna, po czym ni stąd, ni zowąd, zamiast rozwiązania na Tonikę VI, trafiam na trytony pogodowe. W ostatnim tygodniu padało. I nie był to tylko deszcz, ale również i śnieg. Szłam w stronę metra, bez parasola zostawionego skądinąd w pociągu victoria line. Mając ochotę na waniliowe lody, jednak gdzie tu słodycz lata, gdy w kwietniu pada śnieg. Dotarłam do stacji, wzięłam London Evening i pojechałam na zajęcia.
Moje mieszkanie w krainie muminków jest czymś zupełnie nowym, a fiński to język, którego kompletnie nie rozumiem. Wiem natomiast, że Martha Argerich po raz kolejny przyjeżdża do Londynu z koncertem Liszta. Po czterech latach życia w tym mieście, na tyle przywykłam, że rzeczy na które wcześniej nie zwracałam uwagi, teraz zaczynają mnie irytowac. Irytuje mnie tak wielka ilosc ludzi, kiedy z trudem przecisnąc można się do metra lub do sklepu. Do tego miasta napływa wciąc coraz to więcej osób, w tym roku jest ich jeszcze więcej niż kiedykolwiek indziej. I z jednej strony mieszkanie w metropolii ma mnóstwo blasków, a z drugiej, przeciskanie się do pociągu z milionem ludzi w środku doprowadza do szewskiej pasji. I mimo, że mam świadomosc, że tak wygląda życie w wielkich stolicach to nie zmienia to faktu, że spiesząc się na pociąg, gdzie wszędzie trzeba byc na czas, do szewskiej pasji doprowadza poruszanie się z szybkością żółwia, bo szybciej się nie da przy takim natłoku.

sobota, 16 kwietnia 2016

Lista lektur

Pamiętam, jak dziś. Gdy dostaliśmy na polonistyce listę lektur, długą jak cholera. W oparach artyzmu i wielkeij sztuki, snuc mieliśmy się przez najbliższe dwa semestry. Pytając siebie nawzajem, jeszcze w październiku czy lista ta jest na czerwiec i dlaczego jest aż tak przesadnie długa. A później nastąpił kolejny szok, bo z ust profesora zajmującego się literaturą staropolską wybrzmiało krótkie, acz znaczące zdanie: Lista jest na styczeń. Nieco ponad trzy miesięce na tyle książek? A później zaczął się maraton. Przynoszenie z biblioteki po 5 książek naraz, mniej więcej co dwa dni. Czytanie 5 naraz, gdzieś komedia starożytna, gdzieś poezja, gdzieś książka z prawdziwego zdarzenia. A ja, naprawdę kochałam się w tym czytaniu i sprawiało mi to wielką przyjemnosc. Zresztą pamiętam, że na pierwszym roku przeczytałm 90 % lektur z listy. I tak, chciałabym znów zaczac więcej czytac. Dlatego też postanowiłam zrobic swoją własną listę lektur na najbliższy czas. Bo robienie list jest przyjemne, jak w tych amerykańskich filmach, kiedy główne bohaterki sporządzają listę wszystkiego od listy filmów, po listy miłosne. We are not getting there, anyway. Poniżej lista książek, które chcę przeczytac, a przynajmniej dostac w ręce, przynajmniej po części.

1. M. Proust -  W poszukiwaniu straconego czasu (spędze prawdopodobnie sto lat czytając wszystkie części, ale spróbuję)
2. J. Joyce -  Ulisses
3. J. K. Rowling - Harry Potter (częsc II i III w oryginale)
4. Wybrana powiesc Dickensa.
5. G. Flaubert - Madame Bovary

niedziela, 27 marca 2016

Do przeczytania, częsc pierwsza

Czytanie jest ważne. Czyż nie? Ale z czytaniem jest jak z piciem dobrego wina. Są wina słodkie, jak słodka bywa czekolada,  inne z kolei - te wytrawne sprawiają, że wystawiamy z niesmakiem język, krzywiąc się po łyku tego trunku.
Jako wytrawna wielbicielka literatury, mam mnóstwo ulubionych książek. O niektórych tytułach pewnie już zapomniałam, bo na polonistyce było ich zbyt wiele, o innych pamiętam na długo, choc nie były nawet na liście lektur. Ostatnio nie trafiam na dobre książki, a szkoda, bo chciałabym przeczytac coś, czego fabuła wciągnie mnie swoją ciekawą strukturą i godnymi, charyzmatycznymi bohaterami. Zacznijmy zatem, kolejnosc przypadkowa:

1. M. Puzo - Ojciec Chrzestny, czyli powiesc, która nie tylko wzbudziła moją chęc do odwiedzenia Palermo, ale też powiesc będąca absolutnym klasykiem i prawdziwym majstersztykiem.
2. G. Orwell - Rok 1984, czyli powiesc podzielona na trzy części, a każda z nich staje się lepszą od poprzedniej. To jedna z tych książek, które sprawiają że na chwilę zaniemówisz, po pzeczytaniu ostatniej strony. Znakomity finał, a o to chyba chodzi w książkach. Aby był niedosyt.
3. W. Gombrowicz - Iwona, księżniczka Burgunda
4. M. Bułhakov - Mistrz i Małgorzata
5. A. Kuśniewicz - Król Obojga Sycylii, czyli książka, która jest napisana przez absolutnie genialnego w swym rzemiośle pisarza.
6. L. Weisberger - Diabeł ubiera się u Prady (tylko wersja anglojęzyczna, czytaj w oryginale)
7. S. Przybyszewski - Śnieg
8. J. Iwaszkiewicz - Opowiadania (chyba nikt nie jest od niego lepszy w tych krótkich formach)
9. S. Wyspiański - Wyzwolenie, Warszawianka
10. M. Kuncewiczowa - Cudzoziemka
11. S. Mrożek - Emigranci
12. F. Kafka - Proces


poniedziałek, 21 marca 2016

Diamonds

Był to sierpień. A może lipiec. Tak, to był lipiec. Jeden z tych gorących, lipcowych dni. Czas, kiedy w jednym tygodniu znalazłam się w Royal Opera House, na Don Giovannim Mozarta, patrząc na ekskluzywnie przystrojonych ludzi z kieliszkami szampana i czerwonego wina w ręku, zaraz po tym, jak wyszłam z BBC. Mekki dziennikarstwa. Jak wiele się zmieniło od przyjazdu do Londynu, jak wiele nowych rzeczy poznałam, jak wiele nowych życiowych ról przyszło mi odegrac, jednocześnie porzucając na chwilę inne swoje pasje czy talenty, bo każdy z nas ma serce, które przynależy do różnych rzeczy. A ja wciąż jestem przecież dziewczyną, która zaczytywała się w Iwaszkiewiczu, Kuncewiczowej czy Reymoncie. Dziewczyną kochającą się w  poezji Leśmiana, recytując wiersze Staffa. Bawiącą się słowami. Rymami. Gombrowiczowskim Kosmosem. Rozkochana w młodopolskim usposobieniu, pisząca nieustannie, mimo że muzyka jest moją największą pasją. Ale największym talentem chyba pisanie. Weszłam do innego świata. Najpierw świata N., następnie tańca, gubiąc przy tym nieco z literatury, choc wciąż czytam. Poznając nowych muzyków, poznając nowe utwory, przynależąc do sztuki. Tęsknię za tamtym rokiem. Za Gdańskiem, który przywitał mnie bursztynami, profesorem z akademii, który wydał się zupełnie inną osobą po moim życiu w Londynie, tęsknię za wyzwaniami z zeszłego roku i za każdym dniem po kolei. Jest wiele rzeczy które chciałabym jeszcze raz przeżyc mimo, że zeszły rok nie był idealny. W tle nieustannie Elastic Heart. Ostatnio trafiłam na swoje nagranie ze starą choreografią jednej z nauczycielek do Thinking Out Loud. Zobaczyłam mój dawny salon, inny kolor włosów i pasję w oczach. Lipiec, tamte ciepłe popołudnia, mnie na lotnisku, kupującą książkę MP, jego dywagacje na temat tańca do Vogue Madonny i głęboki oddech, patrząc na startujące samoloty.