sobota, 10 stycznia 2015

Never say sorry, darling.

Każdy z nas potrzebuje leniwych, rozpływających się w senności dni. Londyn nas nie rozpieszcza. Metropolia jest chłodna jak Królowa Śniegu, do tego szara i deszczowa. Tęsknię za jasnymi, słonecznymi dniami w Covent Garden czy Regent Park. Może nie tęsknię za tym okropnym gorącem i upałem w metrze, ale za odrobiną radości, jaką niesie ze sobą letnie i parne popołudnie, za pocałunkami słońca, za uśmiechniętymi twarzami na ulicach. Nie tym razem. Styczeń ma swoje przywileje.

Natrafiając ostatnio na "Śniadanie u Tiffany'ego", chyba na Channel 4 - ale nie jestem pewna - popadłam na chwilę w ten melancholijny, deszczowy nastrój. Każdy z nas toczy swoje wewnętrzne walki, o których wiemy tylko my sami, ale sztuką jest walczyc i wierzyc, że tę walkę można wygrac. A gdy uwierzymy, możecie byc pewni że wygrana jest w naszych rękach. Obiecuję Wam.

Ostatnio, po raz pierwszy wzięłam londyński tramwaj, wraz z A. i J. Nigdy na nie nie trafiałam, nigdy ich nie potrzebowałam, aż do teraz. Anulowano nam pociąg, pewien mężczyzna zbulwersowany nacisnął nawet guzik na stacji pociągów, by dowiedziec się co się stało. Pytając o wyjaśnienia, dlaczego pociąg nie przyjeżdza usłyszał, że rozmawia z funkcjonariuszem policji. Biedny Anglik, pomylił przyciski. Oh, dear! Docierając pociągami, autobusami i metrem do Beckenham Junction, poszłam na gorącą czekoladę w urokliwej, angielskiej kawiarni, słuchając: "I have nothing" W. Houston w tle.

A dzisiaj? Poprowadziłam wspaniałą lekcję o "Akademii Pana Kleksa". Klasa była zaangażowana w stu procentach, a ja usatysfakcjonowana ich wytrwałością i dokładnym przeczytaniem lektury. Po zajęciach, zajadając słodkie winogrona, jechałam na obiad do Hammersmith, by chwilę później trafic do szkoły tańca, na zajęcia z Nino. Nino, a właściwie Antonio, jest znakomitym choreografem pracującym w przeszłości przy produkcjach na osławionym, legendarnym Broadway'u (sic! gdybym wiedziała o tym 4 zajęcia wcześniej, bardziej bym się stresowała), a także przy musicalach na West Endzie.

Jest przy tym nieco nonszalancki, ale z dużą dozą humoru, akceptacji i pozytywnej energii dla swoich uczniów. Pamiętacie? Jedno z postanowień na ten rok, to regularne zajęcia w grupie general - zaczęłam w grudniu, kontynuuje nadal. Dzisiaj doszłam do wniosku, że jestem w stanie poprzez rok nabyc jakichs, akceptowalnych umiejętności w jazzie czy jego odmianach, biorąc lekcje od Nino. Dzisiaj mieliśmy lyrical jazz, który jest chyba jedną z trudniejszych technicznie i emocjonalnie odmian jazzu. Mimo, że klasa jest stricte ukierunkowana na Funky Street Jazz. Lyrical ma w sobie mnóstwo pięknych obrotów. Chaine, chaine, chaine!

Jazz jest obecnie moją największą pasją i trudno jest sobie wyobrazic jak skomplikowaną dziedziną sztuki jest profesjonalny taniec.
I jest to coś więcej, niż tylko choreografia. Taniec uczy dyscypliny, radości, optymizmu, pewności na scenie oraz akceptacji pomylek. Gdy któryś z tancerzy pomyli się, mówiąc do naszego nauczyciela: sorry, Antonio poprawia go mówiąc: Never say sorry, darling. Never apologize for your mistakes. I jest w tej małej sentencji ważny przekaz, bo jak wiele razy katujemy się za swoje błędy, będąc w końcu tylko ludźmi. A. powiedział również, aby nie śledzic ślepo choreografii, aby zmienic nieco chaine, aby tańczyc tak jak chcemy. Bo w końcu taniec to wolnośc, czyż nie? To emocje. Tak jak i życie. Bądźmy sobą i nikim innym, bo patrząc dookoła, zbyt wielu jest ludzi, którzy tak naprawdę przeżywają swe życie zamiast nim życ.

Wieczorem spacerowałam po Covent Garden, w swoim płaszczu koloru marengo i czułam, że znów czuje w sobie pasję. Mimo, że wciąż gram na fortepianiei zaczęłam nawet pod wpływem J. rozczytywac drugi koncert Rachmaninova, to wiem, że jazz jest czymś, na co zawsze znajdę w swoim życiu czas. I promise.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz