niedziela, 4 stycznia 2015

New Year's Resolutions

New Year's Resolutions to TRZY słowa, na dźwięk których większosc z nas odskakuje od monitora komputera, gorzko się wzdrygając. Nie wiem jak Wy, ale ja nigdy nie wypisywałam swoich wielkich postanowień na kartce, snując dalekosiężne, pełne splendoru wizje swojej przyprawionej sukcesem przyszłości.

Jedynym postanowieniem z zeszłego roku, było postanowienie, by gościł wokół mnie uśmiech i pozytywna energia. Mimo tego, że smagana byłam różnymi "ups and downs", postanowienia dotrzymałam.

W tym roku postanowiłam że... aha? Postanowiłam? Mniej entuzjastyczni czytelnicy zapewne prychnęli na powtórzone przeze mnie słowo, wiedząc że postanowienia rozmywają się niczym osad na dnie szklanicy z sokiem owocowym, ale ja nauczyłam się słuchac własnego instynktu i porównywac się jedynie do siebie.

Znalazłam znakomitą receptę na wdrożenie postanowień w życie, a nie tylko ich spisanie. Otóż częśc swoich postanowień, zaczęłam realizowac już we wrześniu. Bo jeśli cos nie wyjdzie, to przeciez to dopiero wrzesien, mam wiele prób. Tak więc czesc postanowien zaczęłam we wrzesniu, czesc w grudniu, i tak teraz staram się tylko podtrzymywac to, co już wczesniej zaczęłam robic.

Niedzielne popołudnie w Covent Garden to zawsze kapitalny pomysł. Spotkałam się z moją koleżanką z Niemiec. Ale zanim to, poszłam do Royal Opera House, aby sprawdzic jaką akurat "grają" operę. Okazało się, że wystawiany będzie "Czarodziejski Flet" W. A. Mozarta.

Aria Królowej Nocy to coś, co każdy klasyczny fanatyk chciałby usłyszec na żywo. Tak więc z planem zakupienia biletu, snułam się znajomymi uliczkami, mijając mężczyznę, pałającego się stand up comedy. Był znakomity, zabawny, genialny. Pytał ludzi: are you married or happy? Zgadzam się.

Jego rubasznosc bawiła tłum, a ja poszłam na gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Po krótkiej pogawędce, udałam się w miejsce, gdzie spisałam swoje postanowienia, które głęboko wierzę, że osiągnę.

Nie wypisując wszystkich, a tylko ich częsc, chcę je uwiecznic na blogu, by moc kiedys sprawdzic ile z nich wypaliło.

1. Byc szczęśliwą, w myśl zasady: Szczęście to nie dar losu, szczęście to Twój wybór.
2. Taniec - jazz - kolejny poziom. Wyższy poziom. Po roku w grupie podstawowej, zaczęłam grupę general. W grudniu. I chcę to kontynuowac, choc do general chodzą zarówno ludzie którzy tańczą z pasji, jak i pasjonaci którzy zaczęli tańczyc w wieku lat 5. Grupa "general" jest niesamowicie trudna, dochodzą nowe obroty, skoki, piruety, szpagaty. Do szpagatu jeszcze mi daleko, mimo że sporo cwiczę, ale taniec to moja wielka pasja, a szkoła do której chodzę to marzenie wielu profesjonalnych tancerzy. Najbardziej znana szkoła tańca w Londynie, najlepsi choreografowie i tzw. trampolina do teatrów na West Endzie dla ludzi, którzy zajmują się tym dziecka. "Legenda" tej szkoły potrafi nieco stresowac, ale i dodaje wielkich skrzydeł.
3. Skończyc moją powiesc, którą zaczęłam w 2011 roku. Mam 300 stron, a przewidziałam 400. Chcę ją skończyc najpóźniej do końca marca.
4. Angielski - permanentna praca.
5. Nowa praca - chcę urozmaicic zycie.
6. Zdrowe odżywianie - ostatnio mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która zastanawia się nad tym co je. Reszta ludzi wokół mnie (nie wszyscy), kompletnie o to nie dba, jedząc ready - made food.
Angielscy geniusze! Jesteście tym, co jecie.
7. Zrób każdego dnia jedną nową rzecz - spróbuj nowej herbaty, zrób coś nowego.
8. Everyday do one thing that scares you.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz