Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jakie magiczne umiejętności chcielibyście nabyc, gdyby Aladyn nagle powiedział (strzepując w międzyczasie ze spodni z Primarka swój złoty pył): "Ma Cherie, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem"!
Cóż, ja też nie. Ale zastanowiło mnie ostatnio, z racji upływającego czasu i doświadczeń, że żyjemy w jakimś miejscu, z jakimiś ludźmi, zajmujemy się różnymi pasjami, o których nawet przez chwilę, nie pomyśleliśmy w przeszłości.
Gdyby ktoś przysiadł się obok nas, tak nagle, włączając taśmę filmową z nagraniem naszej przyszłości... No wiecie... My w roli głównej, biegający między rozświetlonymi kawiarenkami w Las Vegas (yhm, poniosła mnie wybraźnia), mówiącymi biegle po hiszpańsku, podgrywając w wolnej chwili na gitarze. Czy uwierzylibyśmy? Albo gdyby na taśmie pojawił się obrazek: My, krzątający się w kuchni, a obok nasz mąż, który za chwilę wyjdzie do pracy w ekskluzywnym garniturze i sprasowanych mankietach, z plakietką Redaktor Naczelny New York Times. Czy uwierzylibyśmy?
Gdyby ktoś przysiadł się obok nas, tak nagle, włączając taśmę filmową z nagraniem naszej przyszłości... No wiecie... My w roli głównej, biegający między rozświetlonymi kawiarenkami w Las Vegas (yhm, poniosła mnie wybraźnia), mówiącymi biegle po hiszpańsku, podgrywając w wolnej chwili na gitarze. Czy uwierzylibyśmy? Albo gdyby na taśmie pojawił się obrazek: My, krzątający się w kuchni, a obok nasz mąż, który za chwilę wyjdzie do pracy w ekskluzywnym garniturze i sprasowanych mankietach, z plakietką Redaktor Naczelny New York Times. Czy uwierzylibyśmy?
Wyobraźnia, nieco mnie poniosła, ale patrząc na moje życie w chwili obecnej wiem, że gdybym mogła zobaczyc tę swoją teraźniejszośc wcześniej, jako wizję przyszłości, to pewnie byłabym zdziwiona. Tak jak i każdy z nas.
Będąc ostatnio w Hammersmith (tak, jestem tam notorycznie), rzuciło mi się w oczy coś, co widzimy codziennie, o czym myślimy czasem, ale po chwili tę myśl odrzucamy. Minęłam się na korytarzu w POSK-u ze starszą kobietą. Kobietą w wieku lat 80, or so. Spojrzałam na nią i nagle, nie tylko pomyślałam o tym, ale też doszłam do mocnej konstatacji, że ten czas, jaki jest nam dany, nigdy więcej się już nie powtórzy. Ot, truizm. W życiu większości z nas, przychodzi taki moment, kiedy nagle uświadamiamy sobie, że mamy tylko jedno życie, że tylko raz w życiu mamy 27 stycznia 2015 roku, kiedy jesteśmy młodzi. Mamy te drobne chwile, z których splatamy życie. I to szczęście, bo jesteśmy w pełni sił, możemy biegac, skakac, śmiac się z czarem na twarzy, pozbawionym zmarszczek i spojrzenia za tym, co minione. Czasem mówi się: "Ta 40 latka dorównałaby nie jednej 15 latce". I chyba w tym tkwi cała prawda. Bo kiedy mamy 15 lat, myślimy, że będziemy przez całe życie młodzi i szczęśliwi, a gdy mamy lat 35, dostrzegamy, że nic się nie powtórzy. Że albo wykorzystamy tę szansę, jaką jest życie, albo ją zmarnujemy. I nagle, mając te 40 lat, walczymy o każdą sekundę, każdy oddech, każdą radośc, skupiając się na dobrych stronach życia, oddalając się od tych mniej pozytywnych.
Wiem, że życie nie jest idealne, ale nawet nieidealne życie można przekształcic w idealne. W naszą definicję: idealności.
Obudzona o 8:40 w niedzielę (cud - raz w tygodniu mogę się wyspac) zjadłam szybko śniadanie, biegnąc do szkoły tańca. Tak jak mówiłam, kontynuuje grupę general, chociaż muszę przyznac, że jest to niezwkle trudne. Zaczynając od tego, że każdy choreograf w tej szkole, to ktoś, kto pracował/pracuje przy produkcjach telewizyjnych czy ważniejszych musicalach, nie tylko w Londynie, poziom ludzi w grupie general składa się w 70 % z osób, które są tancerzami od dziecka. Oczywiście, dużo łatwiej jest złapac choreografię, gdy brało się wczesniej lekcje od jakiegos instruktora, ale mimo wszystko, jest to niezwykle trudna klasa.
Miliony różnych kroków, miliony skoków, obrotów. Powoli, uczę się terminologii jazzowej (choc nie tylko jazzowej), w której pełno jest francuskich nazw. Chaine to obrót; chasse - jak mawiają - step, together, step. W naszej ostatniej jazzowej klasie, mieliśmy skok Calypso Leaps, który jest nie lada wyzwaniem, zwłaszcza, gdy muzyka leci w szleńaczym tempie, a choreografia jest długa i pełna trudnych technicznie elementów.
Poziom general, to mniej więcej ten poziom, jaki reprezentuje tancerka w linku ponizej. Poziom, z którym muszę się zmierzyc za każdym razem, kiedy mam czas na trudniejszą klasę. Calypso Leaps, czyli skok, który ostatnio w miarę opanowałam, to skok między 1:43 - 1:44. Przed Calypso Leaps, najpierw robimy chaine.
Czyż nie jest to piękna pasja?
Bisous, bisous!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz