Światła migocą na mokrych od deszczu ulicach. Nie słychac ani głośnych taksówek, ani głośnej, wydobywającej się z samochodów, muzyki. Londyn jest huczny, ale tylko w centrum. Dzielnice mieszkalne, zależy które, ale na ogół charakteryzują się spokojem. Aż trudno uwierzyc że mieszka się w tej wielkiej stolicy. W tym miesiącu, miesiącu moich urodzin, miną dwa lata i siedem miesięcy odkąd tu mieszkam. I zmieniło się bardzo wiele. Chociażby to, brzmiąc trywialnie, że przemalowałam włosy na rudo.
Ciągle należę do tej grupy ludzi, którzy nie cofają się na pomysły, a wchodzą w nie. Nie lubię ludzi, którzy negują nowe idee, marzenia, mówią że czegoś się nie da, żeby nie byc marzycielką, bo życie dalekie jest od marzycielstwa. Nie. Życie jest właśnie po to, by miec marzenia. I poza miłością i szczęściem, według mnie żyjemy po to, by się realizowac. By marzyc, nawet wybujale. I nie tłumaczmy się, że życie nie jest lekkie, bo wiem, że nie jest. Doświadczyłam nadto. Ale wciąż uwielbiam ludzi, którzy na pomysł wyjazdu, bez nikogo, do innego państwa mówią: "Tak. Jedź. Poznasz nowych ludzi. Wiele razy tak robiłam" zamiast "Jakie to wielkie miasto. Jak tam sobie poradzic?" Im więcej ludzi odważnych wokól Was, tym więcej Wy sami osiągacie, bo zamiast słyszec nie, słyszymy entuzjazm. I mamy mnóstwo radosci.
Wyjechałam i jestem. Wpadam w różne życiowe zawirowania, a mimo to, nie tracę wiary w dobro.
Nauczyłam się gotowac i to tak, jak nie przypuszczałam, że można. Nauczyłam się piec. Rozmawiac swobodnie po angielsku, słuchac angielskiego, oglądac i czytac po angielsku i miec z tego przyjemnosc.
Fortepian, choc wciąż towarzyszy, zamieniłam na taniec. Po raz kolejny oddałam czemuś duszę.
Mieszkanie w obcym kraju uczy samodzielności i niezależności. Nigdy nie będę się nikogo kurczowo trzymac, w trwodze że zabłądzę na wycieczce. W każdej w chwili mogą wsiąśc w samolot w dowolne miejsce i wiem, że sobie poradzę, że nie zacznę panikowac stojąc z walizką w ręku na wielkim lotnisku Heathrow.
Ekscytuje mnie Paryż, bo to nowe miejsce. Zawsze chciałam tam mieszkac, na mojej liscie marzen jest właśnie mieszkanie tam przez minimum 3 miesiące, ale teraz sądzę, że nawet regularne odwiedzanie Paryża mi to wynagrodzi. Jadę tam po raz pierwszy, sama. Z lotniska Heathrow, na zachodnim Londynie. O 7 rano. Piccadily line nie działa przed 5:00, więc dostanę się tam taksówką. Ponad godzina lotu i stanę na kolejnym, jednym z największych europejskich lotnisk, tym razem, na lotnisku paryskim/ Jak dotrzec do hotelu? Mam nadzieję, że szybko i bezpiecznie. Z makaronikami w dłoni, mijając paryskie bulwary.
Kiedys byłoby to wyzwanie, teraz, jest to codziennością. Takie podróżowanie samolotem. Jeśli macie wątpliwości, co do zmiany miejsca zamieszkania, bez wahania je zmieńcie. Uczenie się nowej komunikacji, ulic, tradycji (gdy mieszkacie w innym panstwie), to wspaniała przygoda, choc wymagajaca odwagi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz