Szekspirowski tytuł, bo rzecz dzieje się w Anglii. A post, będzie z gatunku lifestylowego.
Chyba najbardziej lubię Londyn w okresie Maj - Sierpień. Kiedy robi się ciepło. I muszę przyznac, że moje ulubione Covent Garden wygląda wtedy jeszcze lepiej, niż zwykle. E. wróciła po 2 tygodniach nieobecności do domu. A ja, siedzę w swoim pokoju, zajadając humus z papryką. Mając w zanadrzu nutellę, którą mam zamiar jesc prosto z opakowania.
Siedziałam na Ealingu, pijąc herbatę. Obserwując ludzi, trudno było nieusłyszec siedzącej obok, dwuletniej dziewczynki, która krzyczała tak, że głośniej się chyba nie dało. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie starsza pani, która podeszła do rodziców dziewczynki, po czym odrzekła z widocznym na twarzy obrzydzeniem: Co za głośne dziecko. Jak będzie taka za kilka lat, to już państwu współczuje.
"Co za kobieta" - pomyślałam. Rodzice dziecka ze spokojem odpowiedzieli jej: "Będzie dobrze. Od tego są rodzice, by opiekowac się dziecmi". Zdziwiło mnie, że odpowiedzieli jej tak miło, lecz gdy kobieta zeszła im z oczu, powiedzieli do siebie: "Zajmij się swoimi dziecmi, małpo". I szczerze mówiąc, przyglądając się tej sytuacji z boku, rozbawiło mnie to do cna, zwłaszcza, że kobieta, spojrzała w moją stroną tuż po wypowiedzeniu zdania o "małpie" rzecz jasna, po czym lekko się zreflektowała. Chwilę później, do ich stolika podeszła miła kelnerka, która dała dziecku czekoladowego lizaka. I sytuacja została opanowana.
Jak widzicie różne podejście do sytuacji i dwie różne osoby.
Zmieniając linię metra trzykrotnie, wylądowałam w końcu w Green Parku, aby finalnie znaleźc się w "pikadelce" i dotrzec na zajęcia z tańca jazzowego. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że następny pociąg miał byc za 3 minuty. Usiadłam więc na ławce, ale po chwili, przysiadł się - określając po akcencie - Irlandczyk, który łgał z żywe oczy, że jest nieanglojęzyczny.
Rozpoczął swą standardową, klasyczną gadkę od "hello", po czym dodał: "Are you the queen of the rings", patrząc na moje dwa pierścionki. Let's guess. That one, you bought for yourself - dodał. Ja na to: Well, you are not good at guessing, then.
I like your trousers - dodał. W odpowiedzi usłyszał: That's leggings - powiedziałam, nieco już znudzona.
Sorry, I am not good at English - powiedział, na co ja zapytał skąd w takim razie jest. I w odpowiedzi, tym razem usłyszałam: Z innej planety. Stwierdziłam, że jest jakimś świrem i wzięłam kolejny pociąg, który był po minucie.
Dotarłam w końcu do mojej szkoły tańca. I pracowaliśmy nad tą samą choreografią, co tydzień wcześniej. Pamiętałam ją, nie przeszkadzało mi to, że większosc z ludzi to profesjonalni tancerze. Chodzę na tę grupę od stycznia, lubię tych ludzi i lubię energię Nino - mojego iście broadway'owskiego nauczyciela. Do momentu, kiedy powiedział: You should be on the front.
Stanęłam więc z przodu, przy lustrach. I dobrze tańczyło mi się do tej choreografii, do chwili, aż mieliśmy, na sam koniec zrobic podwójny, jazzowy piruet i chaine, razy cztery. Ja traktuje te zajęcia jako dobrą zabawę i na szczęście nie muszę brac udziału w wyścigu pozostałych tancerzy, którzy biegają na przesłuchania, po teatrach na West Endzie, szukając pracy i znajomości w tanecznym świecie.
Pod koniec zajęc Nino podsumował je, po czym stwierdził, patrząc na mnie: That was good. But you need to work on your double pirouette.
Nad podwójnym? Jeszcze nie opanowałam pojedyńczego, w szybkie tempie. Wiekszosc ludzi rezygnuje z tej klasy po 2 zajęciach, ja ciągle tam jestem i rzeczywiscie czuje, że mozna się od niego mnóstwo nauczyc, ale też bez przesady. :D
Nino prowadzi mnóstwo "master classes, w całej Europie. Poziom jest bardzo wysoki, ale "double"? To tak, jak gdybym powiedziała komuś, kto zaczał uczyc się grac na fortepianie 5 miesięcy temu, żeby zagrał w tempie walczyk z pierwszej ballady Chopina! Tym bardziej cieszę się, że mogę się uczyc w tej szkole i mam nadzieję, że jako nieprofesjonalistka, ale pełna miłości do tańca, niedługo będą robic nawet poczwórne obroty. Póki co, "single" jest ok. A to, że Nino kazał mi stac w pierwszym rzędzie, to duża satysfakcja.Zaprosił mnie za tydzień na kolejne zajęcia i pracę nad nową choreografią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz