Zaczytywałam się w powieściach. Tych młodopolskich, tych romantycznych, w tych dramatach rodem ze starożytności, gubiąc się w tych literackich meandrach. W magicznym zeszycie, który towarzyszy mi od ośmiu lat, zapisywałam i nadal zapisuję piękne, mdłe, podnoszące na duchu cytaty (mimo że od czasu wyjazdu do Londynu czytam tylko po angielsku. I muszę przyznac, że literatura polska jest dla mnie piękniejsza).
Przeglądając zatem ten czerwony notes, pokornie przyjmując naganę iż nie zaglądałam do niego od dawna, natrafiłam na cytat, który nie jest podpisany nazwiskiem autora i znajduje się w kategorii cytatów muzycznych. A w tej kategorii rozpisywałam się, tworząc pracę o artystach romantycznych i ich twórczości epistolarnej na zajęciach z historii literatury na drugim roku z romantyzmu.
Porównywałam wtedy listy Mickiewicza i listy Chopina. Cytat ten należał albo do samego geniusza muzycznego, albo do autora opracowania na temat tego pianisty.
A brzmi on tak:
"(...) wynieś swe namiętności na światło dzienne, aby cię nie pożarły"
Drugi natomiast: "My razem (...) to przepajanie się wzajemne akordów myśli i uczuc (...) Takie sursum corda - takie sanctus sanctus dusz (...) dwójjednosc...".
Czyż nie brzmią one jak wyjęte spod pióra kogoś, kto z łatwością nim włada?
Namiętności, to pasje. Zanim nas pożrą od środka, może lepiej pozwolic im płynąc w rytmie powietrza, uwolnic się i uwolnic nas. By nie pożarły nas jakieś niespełnienia?
Cieszę się, że mogłam odnalezc nową pasję w życiu. Że mogę się czymś od nowa pasjonowac, że tak wiele jest przede mną do odkrycia, tak wiele do cwiczenia, tak wiele do obejrzenia, nauczenia się terminologii, techniki, przeczytania biografii czy książek na te temat.
Kocham taniec. Wreszcie rozróżniam te wszystkie francuskie słówka: chaine, plie i inne. Wiem, jak wykonac arabeskę. Ciało w figurach tanecznych wygląda przepięknie. Ale aby byc dobrym tancerzem/tancerką,
niezależnie od stylu jaki nas interesuje, czy hip hop, czy jazz, czy taniec współczesny, czy różne odmiany jazzu i hip hopu, każdy tancerz ma doświadczenie baletowe. I to balet klasyczny to podstawa jazzu, hip hopu i wszystkich innych tańców. To balet uczy tych lekkich i zwinnych obrotów zwanych "chaine", tych pełnych gracji piruetów i właściwego ustawienia nóg.
Muszę przyznac, że poziom w mojej szkole jest bardzo wysoki. Ludzie biorą naprawdę mnóstwo godzin tygodniowo, ja znajduję czas w tygodniu i zawsze w weekendy. Gdy mam czas, potrafię spędzic 4 godziny w sobotę, cwicząc jazz. Od niedawna, dla uzupełnienia umiejętności jazzowych, chodzę na zajęcia z tańca klasycznego i muszę przyznac, że te wszystkie figury naprawdę męczą stopy i po godzinie wymachiwania w różne strony, pamietania i rozróżniania 5 pozycji baletowych, ułożenia rąk jest się wykończonym. Wokól baletu jest mnóstwo stereotypów, balet sprawia wrażenie czegoś lekkiego, prostego ale w rzeczywistości jest nieziemsko trudny fizycznie. Żałuję że mam tylko 1 godzinę tygodniowo na te zajęcia (z tak świetnym jak i wrednym nauczycielem Kevinem :P ), bo stanowi to świetne uzupełnienie mojego jazzu.
Stojąc przy drążku wykonuje się różne cwiczenia w specjalnej kolejności. Zaczynając od wszechobecnego "plie", poprzez "battements tendus" czy "battements frappe". Jak widac terminologii jest mnóstwo, jednak ma się poczucie świetnego rozwijania się.
Przy skokach ze zmianą pozycji nóg najpierw z przodu, potem z tyłu, Kevin tłumaczył, że mimo iż podskoki wymagają ciążaru ciała, to należy opadac na pokładą bezszelestnie. Ma to sprawiac wrażenie lekkości.
Po wytłumaczeniu zasad zapytał nas: Did you get it?
A po niewymownej ciszy odpowiedział sam sobie, ze swoim iście figlarskim humorem: "Yes boss. You describbed it very well".
Po skokach skomentował, patrząc na swoją starą znajomą w pierwszym rzędzie: "So... everyone was jumping quietly. Except Tessa!!!!" Po chwili mówiąc: "So... what did you learn today?"
Tessa: "Never be in the front".
Uwielbiam wtorkowe wieczory i zajęcia z Kevinem. I szczerze chciałabym kupic bilet do opery narodowej na któryś ze słynnych baletów. Póki co, dostałam bilet na operę Don Giovanni W. A. Mozarta. Mimo, że w domu, dzień w dzień słucham baletu Czajkowskiego. Ze względu na moje zamiłowanie do muzyki klasycznej i interpretacji orkiestry, jak i analizy skoków baletowych, bo umiem je już nazywac.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz