W ostatnią niedzielę, tuż przed poniedziałkowy Bank Holiday, a zaraz po dwóch godzinach jazzu - lirycznego i komercyjnego, udałam się do Tate Modern.
To brytyjskie muzeum, znajduje się tuż obok stacji: London Bridge, Southwark bądź Blackfriars. Kiedy wysiądzie się na stacji Blackfriars, przed oczami ukazuje się pełna ulotności, pełna metropolii mozaika, utkana z wysokich budynków, chlupiącej Tamizy i piknikujących ludzi.
To jedna z moich ulubionych części Londynu. Po szybkim zerknięciu na telefon, wyruszyłam w stronę Tate Modern.To zaskakujące jak cała okolica tego muzeum odżyła i stała się tętniącą życia atrakcją, bo jeszcze kilkanaście lat temu, nawet szczury nie chciały tamtędy przechodzic.
Teraz jest to miejsce, gdzie słychac szelest dużych pieniędzy, gdzie businessmani siadając w przydrożnych restauracyjkach, omawiają swoje interesy.
Tate Modern sprawiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Pełne sztuki współczesnej, pełne dziwacznych a zarazem pięknych obrazów. Jak za machnięciem różdżki snujemy się między surrealistyczną wizją malarzy, by chwilę później odetchnąc futurystycznie. Kto z nas nie zna Pop Artu? Albo kubizmu?
Kto z nas nie chciał nigdy zobaczyc na żywo prac A. Warhola?
Na studiach omawialiśmy mnóstwo epok, mnóstwo malarzy, mnóstwo rożnych technik i muszę przyznac, że zawsze bardzo lubiłam o tym słuchac, lubiłam o tym czytac i uwielbiałam Pop Art!
Muzeum to jest idealna zarowno dla pasjonatów sztuki, jak i dla tych, którzy chcą spędzic miło czas. Tate Modern staje się dla mnie numerem jeden, galerii sztuki w Londynie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz