Kto rozkochał się raz w komediach, ten będzie je kochał już zawsze. Bo co, poza śmiechem ma w życiu sens? Istotą życia jest radośc, uśmiech, dobre emocje. Dlatego lubuję się w dobrych, starych filmach, a na te słabe... szkoda czasu i atłasu, jak mawiał niegdysiejszy król.
"Monkey Business" to lekka i przezabawnie napisana komedia, która wciąga, wywołując na twarzy uśmiech. Ot, pewien naukowiec pragnie wynaleźc eliksir młodości. Zaciekle tworzy mikstury, miesza, próbuje, znów miesza, po czym testuje je na szympansie. Jednak pewnego razu... szympans uwalnia się z klatki, miesza składniki substancji i ściąga na głównych bohaterów lawinę niespodziewanych zdarzeń.
Aktorzy to wybitna obsada, bo w tłumie szumnie brzmiących nazwisk przewija się: piękna i uwodzicielska Ginger Rogers, zabawny Cary Grant, a nawet Marylin Monroe (niewielki epizod).
Nie jest to filmu, na którym się wynudzicie, wręcz odwrotnie. Ogląda się go z ciekawością, a akcja, ani na chwilę nie przestaje śmieszyc. Przezabawne dialogi, nonszalanccy mężczyźni oraz pełne klasy kobiety, to uczta dla oka. Nie ma już ani takich filmów, ani takich postaci, tym większym sentymentem darzę stare kino.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz